Recenzja: "Aplikacja " - Lauren Miller

Tytuł: Aplikacja
Autor: Lauren Miller
Wydawnictwo: Feeria Young
Wydanie: 2015-10-07
ISBN: 978-83-7229-444-9
Objętość: 546
Cena: 37,90 zł

Moja ocena: 8/10 pkt.
Szufladka: Godna polecenia

Nie od dziś wiadomo, że XXI wiek to doba wszelkiego możliwego sprzętu komputerowego, a co za tym idzie coraz to bardziej wymyślnych aplikacji stworzonych tylko po to aby ułatwić człowiekowi funkcjonowanie. Google i Apple to dziś codzienność. W lekturze jaką dzisiaj mam zamiar Wam przedstawić te dwa ogromne koncerny zostały zastąpione przez Gnosis, a aplikacja Lux staje się niemalże koniecznością. Tak też myśli główna bohaterka powieści - Rory, która trafia do elitarnej Akademii Eheden. Kto by pomyślał, że przez jednego chłopaka, dziewczyna nagle zaczyna zauważać, że posiadanie aplikacji, która podejmuje za ciebie wszelakie wybory dotyczące jedzenia, przyjaźni, miłości, w ogóle całego życia okaże się da niej nie darem, a przekleństwem. Od chwili gdy Rory poznaje Northa - akademickiego buntownika, jej świat wywraca się do góry nogami. Tajemnice, które nigdy nie miały wyjść na jaw wychodzą na światło dzienne. Pytanie - czemu zawierzyć - aplikacji, czy własnej intuicji?

Gdy rozpoczynałam przygodę z "Aplikacją" tak naprawdę nie wiedziałam co mnie może czekać. Z jednej strony przesłodzona różem okładka i historia aż nazbyt podoba do innych młodzieżówek nie zachęcała mnie zbytnio. Jednak pojawienie się informatycznego światka wydało się tutaj czymś całkowicie nowym, rzadko spotykanym w dzisiejszym powieściopisarstwie. Dlatego też głównie dzięki temu spojrzałam na nią przychylnym okiem.

Sama powieść jest fantastyczna, choć zarazem przerażająca. Przerażająca, bowiem szalenie prawdziwa. Wizja niedalekiej przyszłości w takiej formie, jak ta jest aż nazbyt przewidujący.Osobiście nie wyobrażam sobie takiego życia. Oznaczałoby to, iż z jednej strony nie musielibyśmy się o nic martwić, z drugiej zaś nie mielibyśmy jakiegokolwiek wpływu na nasze życie, a nasza zdolność myślenia i dokonywania wyborów właściwie by została zapomniana.

Niewątpliwym plusem tej powieści jest fakt, iż "Aplikacja" stanowi niezłą mieszankę, pod względem gatunkowości. Tak naprawdę każdy znajdzie tutaj coś dla siebie. Trochę utopii, trochę thrillera, a nawet szczyptę sciente-fiction. Tak naprawdę nie można jej podpisać wyłącznie do powieści młodzieżowych, gdyż nadaje się ona w 100% również dla starszego grona czytelników. Być może znajdą się i tacy, co twierdzić będą inaczej, ja zaś uparcie będę bronić swoich odczuć i decyzji.

Niestety sporym minusem jest naprawdę trudny początek, który jest najzwyczajniej w świecie nudny. Naprawdę nic się tam nie dzieje, słowo daję. Z początku miałam wielką ochotę rzucić ją w kąt już po kilku stronach (pewnie nie byłam jedyna) ale uparłam się i przebrnęłam dalej. I bardzo dobrze, bowiem okazuje się, że po tych kilku trudnych rozdziałach, akcja nabiera szaleńczego tempa, wciągając czytelnika do swojego zwariowanego świata, a bohaterowie stają się nagle o wiele żywsi, nabierając coraz to wyraźniejszych barw zarówno jeśli chodzi o ich wygląd, jak i charakter.

Akcja goni akcję; tajemnica goni tajemnicę - tak można podsumować cała drugą połowę którą jestem wręcz zachwycona. Gdyby nie ten ciężki początek to rzekłabym iż lektura jest naprawdę wybitna. A tak? Muszę zatrzymać się przy słowach "naprawdę godna polecenia". A tak na koniec dodam, że gdybym miała prawo wyboru, to oryginalna okładka przemawia do mnie o wiele bardziej, aniżeli jej różowa, polska wersja.

Recenzja: "Tajemny ogień" - C.J. Daugherty & Carina Rozenfeld


Tytuł: Tajemny ogień
Autor: C.J. Daugherty, Carina Rozenfeld
Wydawnictwo: Moondrive
Wydanie: 2015-10-21
ISBN: 978-83-7515-359-0
Objętość: 392
Cena: 36,90 zł

Moja ocena: 9/10 pkt.
Szufladka: Wspaniała!

Od dawien dawna zaczytuję się w powieściach pani Daugherty, wielbiąc ją coraz bardziej i bardziej. Nic więc dziwnego, że gdy tylko ujrzałam zapowiedź "Tajemnego ognia" po cichutku marzyłam, żeby ją zdobyć (już nawet przekabaciłam męża na małe zakupy :P)

Książki pani Daugherty wciągają, jak mało które. Seria "Wybrani" podbiła chyba każdy możliwy kraj. Niestety jeśli chodzi o drugą autorkę, to do tej pory nie słyszałam i niej absolutnie nic. A szkoda, bo chętnie przekonałabym się, jak wypada jako solistka. Ale póki co muszę się zadowolić współpracą z panią Daugherty, która wyszła dość niekonwencjonalnie.

"Tajemny ogień" opowiada historię dwójki nastolatków - Taylor, angielki, która zrobi wszystko, by dostać się na Oxford oraz Sachy, tajemniczego francuza, na którym ciąży przedziwna klątwa, zwiastująca jego śmierć w przeciągu ośmiu tygodni. Pozornie nic nie jest w stanie ich połączyć - w końcu żyją setki kilometrów od siebie. Pewnego dnia zostają jednak zmuszeni do tego, aby Taylor udzielała Sachy korepetycji z angielskiego, których tak właściwie nie potrzebuje. Dlatego też nastolatkowie postanawiają utrzymywać ze sobą kontakt, aby sprawiać pozory wspólnych korepetycji. Co w tym jednak tajemniczego? Niby nic, jeśli nie liczyć owej klątwy... Do chwili, aż dziewczyna powoduje, że przedmioty wokół niej zmieniają swoje położenie, a silne emocje zakłócają przepływ elektryczności. I pomyślałby kto, że wszystko zaczęło się od zwykłej migreny, a teraz zaczyna się prawdziwa walka z czasem...

Sam początek powieści jest dość ciężki. Przynajmniej dla mnie. Jednak, gdy dotarłam do tych wszystkich przedziwnych "wydarzeń" i wątków rodem z alchemicznych ksiąg, wprost nie mogłam się oderwać, pragnąc coraz więcej i więcej.

Bohaterowie z początku niemrawi, koniec końców nabierają barwi, zachwycając czytelnika swoją tajemniczością, a zarazem porywczością. To samo się tyczy akcji, która brnie, jak szalona. Z tą lekturą nie sposób się nudzić. Rozdział goni rozdział, akcja goni akcję. Gdybym mogła, to czytałabym ją na okrągło.

Przyznaję, że jeszcze zanim się za nią zabrałam, postawiłam jej wysoką poprzeczkę. I nie zawiodłam się. Jedynym minusem może być trudny wstęp, ale cała reszta powieści wynagradza mi te kilkadziesiąt stron w stu procentach. Poza tym nawet początki "Harry'ego Pottera" były trudne, a jakim fenomenem się stał. I mam nadzieję, że i tak będzie w tym przypadku.

Czy polecam? Oczywiście, że tak. Niesamowita historia, skrojona na miarę XXI wieku, pełna barwnych postaci i niesamowitej akcji, dopełniona przepiękną grafiką na okładce. Może trochę przypomina tę, która wieńczy "Igrzyska śmierci", ale i tak jest wybitna. Aż chce się ją mieć na swojej półce. Polecam i zachęcam, nie tylko młodzież, dla której ta powieść została stworzona, ale i również zachęcam do lektury starsze grono czytelników,, bo naprawdę warto. Dzięki niej poznałam nowe oblicze alchemii i nie żałuję. Co ważniejsze - czekam na więcej. Dużo więcej...

Książkę przeczytałam dzięki Moondrive & Wydawnictwo Otwarte

Z cyklu: Stosik na październik

Dawno nie było żadnego stosiku. Dlatego też ten postanowiłam dodać wcześniej, niż zamierzałam. Część książek, które powinny się tutaj znaleźć pokażę Wam dopiero w kolejnym (dlatego, że albo zapomniałam je wrzucić na zdjęcie, albo jeszcze do mnie nie dotarły).

No i oczywiście dodam też kilka z mojego przyszłotygodniowego szału zakupowego z okazji wczorajszych urodzin :) Ale o tym następnym razem - póki co zapraszam do stosu! A od góry widzimy:

1) "Książę Lestat" - Anne Rice -> najnowsza przesyłka od Domu Wydawniczego Rebis

2) "Kroniki Bane'a" - Cassandra Clare -> prezent od mojego męża w ramach wypadu na tegoroczny Polcon

3) "Aplikacja" - Lauren Miller -> przesyłka od Wydawnictwa Feeria Young; aktualnie czeka na swoją kolej

4) "Odrodzona" - C.C. Hunter -> jak wyżej :)

5) "Wyspa potępionych" - Melissa de la Cruz -> sierpniowa przesyłka od Egmontu. Pochłonięta w trasie w czasie podróży poślubnej :D Recenzja na dniach

6) "Ślad na lustrze" - Janis Heaphy Durham -> kolejna przesyłka, tym razem od Wydawnictwa Literackiego; właśnie się czyta - a raczej "pochłania" :)

7) "Dotyk Julii. Trylogia." - Tahereh Mafi -> od Moondrive; recenzja już jutro :D

8) "Angielski na obcasach" - Gabriela Oberda -> mój wakacyjny zakup w Empiku; do połowy już przerobiona i szczerze mówiąc, jestem naprawdę z niej zadowolona :)

9) "Wywiad z wampirem. Audiobook" - Anne Rice -> dodatek do przesyłki z "Księciem Lestatem" od Domu Wydawniczego Rebis - właśnie się za niego zabieram <3

Nie jest może to duży stos, ale i tak obecnie to mój ulubiony. Jako, ze ze względu na przerwę wakacyjną spowodowaną moim ślubem i podróżą poślubną, postanowiłam się zmobilizować i postawić stronę całkowicie do pionu, tak, aby wróciła do czasów swojej świetności. Dlatego też nie zdziwcie się, jak niedługo wystartuję ze sporymi zmianami na blogu. A póki co wracam do czytania :)

Recenzja: "Co, jeśli..." - Rebecca Donovan

Tytuł: Co, jeśli...
Autor: Rebecca Donova
Wydawnictwo: Feeria Young
Wydanie: 2015-06-17
ISBN: 978-83-7729-481-4
Objętość: 380
Cena: 35,90 zł
Moja ocena: 9/10 pkt.
Szufladka: Wspaniała!
Książki autorstwa Rebecci Donovan ostatnimi czasy zawładnęły mną całkowicie. Co więcej, przeglądając różnorakie portale literackie zauważyłam, że nie jestem jedyna.

"Co, jeśli..." to najnowsza powieść autorki opowiadająca o losach Cala Logana, który doznaje szoku, gdy widzi Nicole Bentley siedzącą naprzeciwko niego w kawiarni tysiące mil od ich rodzinnego miasta. Przecież od ponad roku – gdy oboje skończyli szkołę – nikt jej nie widział ani o niej nie słyszał. Tylko że to nie jest Nicole.Wygląda dokładnie jak miłość Cala z dzieciństwa, ale nazywa się Nyelle Preston. Jest przeciwieństwem Nicole: impulsywna i odważna, zaraża wszystkich wokół pasją życia. Cal jest nią totalnie zafascynowany. Ale Nyelle kryje też wiele tajemnic, a im bardziej Cal zbliża się do rozwiązania jej zagadek, tym mniej chciałby wiedzieć. Gdy tajemnice z przeszłości i teraźniejszości zderzają się, jedno staje się jasne: nic nie jest takie, jakim się wydawało…

Przyznaję, że zaczynając swoją przygodę z tą lekturą byłam totalnie przejęta i zafascynowana. Poniekąd również postawiłam jej dość wysoką poprzeczkę, głównie ze względu na fakt, iż liczyłam, ze okaże się tak samo dobra, a nawet lepsza, jak seria "Oddechy". Co prawda, może lepsza się nie okazała, ale w większym stopniu jej dorównuje. No, ale po kolei...

Już na samym początku zachwyca wspaniała okładka. Z jednej strony prosta i dość indywidualna, z drugiej zaś idealnie pasuje do poprzedniej serii, chociaż teoretycznie poza autorem nie są one ze sobą w jakikolwiek sposób powiązane.

Idąc dalej tym tropem, poznajemy bohaterów. Może i nie są oni jacyś wybitni, ale za to są o wiele bardziej dopracowani, aniżeli ci z serii "Oddechy". To samo dotyczy treści. Styl i język pisarski autorki wskoczył na o wiele wyższy poziom reprezentując sobą o wiele lepszy poziom literacki, niż na początku. Język w dalszym ciągu prosty i bez udziwnień, jednak wydaje się o wiele bardziej dopracowany i przemyślany.

Również do samej fabuły i sposobu prowadzenia narracji nie mam zbyt wiele do zarzucenia. Akcja gonni akcję, jedno wydarzenie wynika z drugiego. Nie sposób się przy niej nudzić. Dzięki temu lektura zwyczajnie wciąga. Jedyny minus według mnie to, to ciągłe skakanie między teraźniejszością, a przeszłością. Poza tym mogłabym wręcz rzecz, że książka ta jest wręcz idealna.

Polecam, naprawdę gorąco polecam. Nie tylko młodzieży, ale i dorosłym. Fanatykom opowieści obyczajowych z nutką emocji. Niektórym może się wydawać przewidywalna, ale w moim odczuciu to dobrze, że czytelnik może sam pogłówkować i dojść do finału. Jednym słowem - jestem jak najbardziej za i zachęcam do czytania!

Książkę przeczytałam dzięki Wydawnictwu Feeria Young!

Recenzja: "Buntownik" - Julie Kagawa

 Tytuł: Buntownik
Autor: Julie Kagawa
Wydawnictwo: HarperCollins Polska
Wydanie: 2015-09-09
ISBN: 978-80-3732-1146-3
Objętość: 416
Cena: 32,99 zł
Moja ocena: 8/10 pkt.
Szufladka: Godna polecenia

Dawno mnie tutaj nie było. Fakt. Niestety (albo i stety) postanowiłam odpocząć przez te wakacje od wszystkiego - również bloga i nacieszyć się swoim świeżo upieczonym małżeństwem, jak i trochę podleczyć. Dlatego też teraz, gdy wreszcie tu powróciłam już na dobre, postanowiłam Wam zaprezentować książkę, która ostatnimi czasy urzekła mnie bez reszty. 

"Buntownik" autorstwa Julie Kagawa to drugi tom smoczej serii dla młodzieży. Opowiada losy Ember, smoczycy ukrywającej się pod ludzką postacią przed łowcami smoków z Zakonu Świętego Jerzego. Ember należy do tajnej organizacji - Talon - w której każdy smok ma wyznaczone miejsce i służy wspólnej sprawie. Dotąd posłuszna organizacji, Ember, opuszcza Talon, by wspierać przywódcę buntu, Rileya. Najpierw jednak chce spłacić dług wdzięczności wobec żołnierza który uratował jej życie, uwalniając go z celi śmierci i uciekając do Las Vegas, by wśród tłumu turystów ukryć się przed pogonią. Ale potężni wrogowie nie dają za wygraną...

Powieść ta pod względem gatunkowym jest typową powieścią dla młodzieży z nutką fantastyki. Smoki to ostatnimi czasy coraz częściej pojawiające się w lekturach postacie. Czarodziejom połamały się różdżki, a wampiry wróciły do grobowców, schodząc na drugi plan. Z jednej strony to może i dobrze, chociaż boję się, że co za dużo, to niezdrowo i tutaj w końcu okaże się prawdą. Zwłaszcza, że w trakcie czytania miałam wrażenie, jakbym czytała mix "Ognistej" i "Eragona". Nie zniechęca mnie to jednak do tej serii, gdyż w dzisiejszych czasach, gdzie w lekturach można przebierać, to  naprawdę trudno jest stworzyć coś oryginalnego.

Jak na tak obszerną lekturę, nie jest ona zbytnio wymagająca pod względem treści. Co prawda dużo się dzieje, akcja goni akcję, wręcz nie można się tutaj nudzić, a mimo to język powieści jest dość prosty. W żaden sposób nie udziwniony. Również pod kątem stylistyki nie mam czego się czepiać. Z czystym sercem mogę przyznać, iż Julie Kagawa ma naprawdę lekkie pióro.

Jeśli chodzi o bohaterów, to są oni przedstawieni w sposób przystępni. Już na pierwszy rzut oka można zauważyć spore różnice charakterów spośród niektórych. Czy znalazłam wśród nich swojego ulubieńca? Chyba nie, chociaż zaciekawił mnie Garret, ale tak czy siak nie byłabym w stanie przełożyć tego na wielki ekran pod postacią filmu.

"Buntownik" tak jak i pierwszy tom cyklu stanowią względną całość, idealnie się ze sobą łącząc. I nie mam tutaj na myśli tylko tych wspaniałych, smoczych okładek, ale przede wszystkim samą treść i poszczególne wydarzenia.

Osobiście spędziłam naprawdę miłe chwile z tą książką i nie żałuję ani jednej spędzonej nad nią minuty. Może i nie jest to jakaś wielce głęboka lektura, ale i tak jestem zadowolona (chociaż nastolatką już nie jestem i nie należę do grupy docelowej). Co więcej - polecam jak najbardziej - nie tylko młodszych, ale i starszych czytelników lubujących się w fantastyce, aczkolwiek nie poszukujących trudnych lektur. Mi natomiast nie pozostało nic innego, jak tylko czekać na kontynuację...

Książkę przeczytałam dzięki Wydawnictwu HarperCollins Polska.

Recenzja: "Włoska symfonia" - Agnieszka Walczak-Chojecka

Tytuł: Włoska symfonia
Autor: Agnieszka Walczak-Chojecka
Wydawnictwo: Novae Res
Wydanie: 2015-07-01
ISBN: 978-83-8075-011-1
Objętość: 300
Cena: 36,90 zł
Moja ocena: 5/10 pkt.
Szufladka: Ciekawa.
 
Marianna Wisłocka, nieśmiała flecistka, ma talent, urodę i wielkie marzenie. Chce skomponować niezwykłą symfonię. Od swojej akademickiej nauczycielki dziewczyna otrzymuje propozycję występów w słonecznej Italii z orkiestrą słynnego Antonio Balamonte. Nie wie, że promotorka wiąże z nią pewne plany. Ekscentryczny i charyzmatyczny Antonio od pierwszych chwil fascynuje Mariannę, która godzi się...
 
Rozpoczynając swoją przygodę z tą książką, liczyłam na wiele. Może aż nazbyt. Ale czegóż można się spodziewać po wręcz idealnej zapowiedzi oraz boskiej okładce? Mówi się, że nie powinno się oceniać książki po okładce. W tym wypadku o niestety prawda.

Wspaniała grafika, głęboka, nasycona kolorami nijak się ma do przeciętnej treści. Bo niestety jest przeciętna. Nie twierdzę, że nudna, ale nijak nic ponad słowo "ciekawa" nie wybije się z moich ust w przypadku tej lektury.

Sam pomysł być może i jest wart spędzonego nad nią czasu, bowiem wcześniej nie czytałam nic o podobnej tematyce. Jeśli chodzi zaś o kwestię romansu, to już porównując z innymi powieściami z tego gatunku, mało co się wyróżnia. Tak, jak podoba mi się kwestia muzyki, dźwięków i uczuć w tej książce, tak typowa część romantyczna lub erotyczna poległa. Czytając te wszystkie seksualne uniesienia bohaterów, nie wiedziałam co mam myśleć. Zwłaszcza w kwestii tych przedziwnych wstawek i wręcz odrzucających opisach scen łóżkowych. A skoro już przy bohaterach jesteśmy to, oni też nie zawładnęli moim sercem. Są co prawda ciekawie skomponowani, ale nie porywają. Szczerze powiedziawszy, chyba nie znalazłam tutaj swojego "ulubieńca".

Jeśli chodzi o styl i język prowadzenia powieści to jest w miarę przyzwoity. Mogłabym powiedzieć, że bardzo dobry, ale niestety owe "wstawki" wspominane wcześniej sporo minusują. Gdyby można by pominąć wątki erotyczne w tej powieści i bardziej rozbudować wydarzenia wokół głównych bohaterów, to byłaby naprawdę wspaniała powieść. A póki co mogę powiedzieć tylko, że jest to ciekawa lektura dla niezbyt wymagających czytelników.

Książkę przeczytałam w ramach akcji "Polacy Nie Gęsi i Swoich Autorów Mają"

Recenzja: "Szukaj mnie wśród lawendy. Gabriela. Tom III" - Agnieszka Lingas-Łoniewska

Tytuł: Szukaj mnie wśród lawendy. Gabriela
Autor: Agnieszka Lingas-Łoniewska
Wydawnictwo: Novae Res
Wydanie: 2015-06-22
ISBN: 978-83-7942-697-3
Objętość: 224
Cena: 31,90 zł
Moja ocena: 5/10 pkt.
Szufladka: Ciekawa.

"Szukaj mnie wśród lawendy. Gabriela" - to ostatni tom intrygującej powieści o miłości, rodzinie i trudnych przeszłościach, napisanej przez młodą wrocławiankę - pisarkę, ale i recenzentkę jednocześnie.

"Wracamy na półwysep Peljesac do Trpanj i wraz z Gabrielą próbujemy odszukać cień wielkiej miłości do Iwo, który przed laty zostawił dziewczynę w obcym kraju i wyjechał do Włoch. Co się wydarzyło pomiędzy energiczną blondynką i przystojnym Chorwatem? Jakie tajemnice uniemożliwiły tej zakochanej parze życie w miłości? Czy Gabrysia zna całą prawdę o Iwo? Czy ten mężczyzna wie, jaką naprawdę kobietą jest ta Polka, o której nie może przestać myśleć? Zakończenie miłosnych historii trzech sióstr. Pełne namiętności, tajemnic i przeciwności losu."

Muszę przyznać, że na ostatnim tomie trochę się zawiodłam. Tak jak poprzedni tom porwał mnie do głębi, tak w tym wypadku męczyłam się niemiłosiernie. Właściwie to sama nie wiem, dlaczego - w końcu jest to lekka i przyjemna lekturka, w sam raz na chwilę wytchnienia. Nie mniej wydawało mi się, iż z każdą stroną jestem coraz to bardziej przekonana, iż finalna część trylogii jest pisana trochę na siłę, trochę z przymusu. Szkoda, bowiem liczyłam na naprawdę ekscytujące zakończenie.

Przynajmniej pod względem okładkowym nic tutaj się nie zmieniło. Tytułowa lawenda, kolejna bohaterka, cudowna kolorystyka - wszystko jest. A co lepsze - wszystkie trzy części idealnie ze sobą współgrają. Nic więc dziwnego, że przyciąga wzrok.

Jeśli chodzi o treść, to styl i język, jakim pisze autorka nic się tutaj nie zmieniło - prosty, delikatny, bez udziwnień. Jak już wcześniej mówiłam - lektura lekka i przyjemna, idealna dla każdego i o każdej porze dnia i nocy. Niemniej w porównaniu do innych tomów nie jest już tak zachwycająca, aczkolwiek w dalszym ciągu ciekawa.

Osobiście, gdybym miała możliwość, to zmieniłabym to i owo. Niemniej uważam, iż nie jest to lektura która nadaje się tyko do rzucenia w kąt. Może i nie należy już o wybitnych, ale i tak jest warta swego. Fabuła mogłaby być trochę bardziej porywcza, ale widocznie nie można mieć wszystkiego. Podsumowując, przyznaję, iż pomimo mojego zawodu, w stosunku do ostatniej części, to i tak nie żałuję, że poznałam lawendową trylogię.

Książka przeczytana w ramach akcji Polacy nie Gęsi i Swoich Autorów Mają 

Recenzja: "Pamiętnik lesbijki" - Eryk Edwardsson


Tytuł: Pamiętnik lesbijki
Autor: Eryk Edwardsson
Wydawnictwo: Wieża Czarnoksiężnika
Wydanie: 2015-05-25
ISBN: 978-83-9420-908-3
Objętość: 240
Cena: 34,99 zł

Moja ocena: 4/10 pkt.
Szufladka: Słaba.

Przy dzisiejszej recenzji nie mam zamiaru się rozwodzić. Zwłaszcza, że nie ma zbytnio nad czym. Dlatego tez pozwólcie, że bez zbędnych wstępów, przejdę od razu do rzeczy.

"Pamiętnik lesbijki" to rzekomo "utwór obrazoburczy i prowokujący, pełen skrajności – z jednej strony pokazujący w sposób realistyczny i obnażający życie współczesnej młodzieży, z drugiej zaś traktujący o kwestiach egzystencjalnych, problemach płci, orientacji seksualnej, uprzedzeniach i stereotypach, a także o uczuciach przyjaźni i miłości."

Osobiście, jak najbardziej przychylam się do tego wątku z realizmem oraz problemach płci, natomiast jeśli chodzi o całą resztę, to niekoniecznie. Zwłaszcza już nie zgadzam się z fragmentem dotyczącym życia współczesnej młodzieży. Dlaczego? A głównie dlatego, że problematyka ukazana w tej lekturze nie wydaje mi się zwykłą "codziennością" z którą miałam możliwość się zetknąć. Ale kto wie, może ja żyję w takim środowisku, gdzie wszystko jest na pozór dobre i poukładane? Sama nie wiem.

Zabierając się do lektury liczyłam na jakąś powieść z "głębszym" sensem, nad którą mogłabym się rozprawiać, a dostałam tylko historię pewnej dziewczyny, która od tak nagle zaczęła coś czuć do swojej przyjaciółki podczas jednej z klubowych imprez. Jak dla mnie to może i zapowiada się ciekawie, lecz im dalej w las tym gorzej. Zwłaszcza, że autor całkowicie nie przejmuje się tym, że nie każdy jest urodzonym filozofem i od tak zrozumie wszystkie przytoczone tam rozważania.

Mam wrażenie, że nie do końca zrozumiałam ideę tej historii, ani to o co w niej tak naprawdę chodzi. Filozofia plus psychologiczne rozważania plus seks i przemoc? Według mnie to ze sobą nie współgra - ale możliwe, że znajdą się tacy, którzy uznają ją za coś ciekawego. Niestety ja do nich nie należę.

Język trudny, fabuła nie do końca dopracowana, a na dodatek ta okładka - gdybym była typowym wzrokowcem, za nic nie porwałabym jej z półki. Dobrze, że chociaż bohaterowie nie są pozostawieni sami sobie, przez co można uznać, że autor spędził trochę czasu dopracowując to i owo.

Szczerze powiedziawszy, czytało mi się ją naprawdę z wielkim trudem. Z tego co mi wiadomo, wiele osób zachwala "Pamiętnik lesbijki", jednak ja do nich nie należę. I jakoś nie żałuję. Kto wie, może jeszcze kiedyś spróbuję jakiejś twórczości tegoż autora i moje zdanie się zmieni?

Książka przeczytana w ramach akcji Polacy Nie Gęsi I Swoich Autorów Mają

Z cyklu: Stosik na czerwiec

Połowa czerwca już za nami, a ja Was jeszcze nie uraczyłam nowym stosikiem. Mój błąd. Zwłaszcza, że w tym miesiącu, co nieco się uzbierało. Dlatego też nie przeciągam i zapraszam do czytania, a sama biegnę dokończyć nową recenzję!

Tak wygląda w całości. Jak dla mnie prezentuje się fantastycznie. I co lepsze - znalazły się na nim moje wymarzone perełki! <3 Zapewne w przyszłym miesiącu pojawią się kolejne, których tak niesamowicie wyczekuję, ale póki co muszę zabrać się z te, które widzicie tutaj. Poniżej pierwsza z części mojego ukochanego wakacyjnego stosiska.

 Od góry:

1) "Pułapka uczuć" - Colleen Hoover -> zapożyczona z biblioteki; właściwie to mam swój własny egzemplarz w formie e-booka, jednak w połowie czytania, gdy byłam na wyprawie w bibliotece się na nią natknęłam i postanowiłam dokończyć ją w formie papierowej.

2) "Nie ma nieba" - Jolanta Kosowska -> egzemplarz od Novae Res; przyznaję, że dość niespodziewany, dlatego też póki co czeka w kolejce na przeczytanie

3) "Szukaj mnie wśród lawendy 3. Gabriela" - Agnieszka Lingas-Łoniewska ->  również od Wydawnictwa Novae Res za pośrednictwem PNGiSAM - otrzymana w ramach promocji książki

4) "Baśniarz" - Antonina Michaelis -> kolejna lektura zapożyczona z biblioteki

5) "Rywalki" - Kiera Cass -> również z biblioteki; aktualnie w trakcie pochłaniania - z początku nie byłam do niej przekonana, jednak okazała się naprawdę ciekawa!

6) "Delirium. Opowiadania" - Lauren Oliver -> prezent od Wydawnictwa Otwarte w ramach przedpremierowej recenzji, która możecie przeczytać >>tutaj<<

7) "Niezłomni" - C.J. Daugherty -> wczorajszy zakup z Empiku; kto by pomyślał, że wykupię ostatni egzemplarz, jaki był na stanie salonu :D

8) "Co, jeśli" - Rebecca Donovan -> egzemplarz od Wydawnictwa Filia; recenzja jeszcze dziś

9) "Oddychając z trudem" - Rebecca Donovan -> prezent od mojego wariata, dzięki czemu mogę się pochwalić tym, iż całą serię obecnie mam w komplecie i mam zamiar się nią zaczytywać po raz kolejny przez całe wakacje

To by było na tyle, a teraz przechodzimy do drugiej części stosiku - od góry:

10) Pamiętnik lesbijki - Eryk Edwardsson -> od Wydawnictwa Wieża Czarnoksiężnika do recenzji w ramach promocji PNGiSAM

11) "Królestwo czarnego łabędzia" - Lee Caroll -> jeszcze jeden egzemplarz prosto z biblioteki; w zasadzie to przeczytałam ją już kilka ładnych lat temu ale postanowiłam wrócić do niej i przekonać się, czy nic się w moich odczuciach nie zmieniło

12) "Candy" - Kevin Broks -> egzemplarz od Wydawnictwa Media Rodzina w ramach świeżo nawiązanej współpracy; recenzja na dniach

13) "Najdłuższa podróż" - Nicholas Sparks -> pożyczona od koleżanki z pracy; w zasadzie prawie już przeczytana. Odczucia? Jak to w książkach Sparksa - nic się nie zmieniło :D

14) "Maybe Someday" - Colleen Hoover -> moja największa i najwspanialsza perełka, jaką zdobyłam do tej pory. Zakupiona pod wpływem chwili w Empiku, całkowicie podbiła moje serce i już teraz wiem, że będę do niej wracać jeszcze wiele razy

15) "Ścieżka ocalenia" - Ewa Seno -> kolejny egzemplarz w ramach promocji PNGiSAM - od Wydawnictwa Feeria; recenzja na dniach

16) "Ogar Boga. Popiół i Piach" - Anna Gręda -> od Wydawnictwa Novae Res w ramach promocji PNGiSAM; recenzję możecie przeczytać >>tutaj<<

I to by było na tyle. Sporo tego, prawda? Ale jak dla mnie idealnie. Zobaczymy na co mnie natchnie w przyszłym miesiącu, a póki co zapraszam do recenzji! :)

Recenzja: "Delirium. Opowiadania" - Lauren Oliver


Tytuł: Delirium. Opowiadania
Autor: Lauren Oliver
Wydawnictwo: Moondrive
Wydanie: 2015-06-17
ISBN: 978-83-7515-370-5
Objętość: 360
Cena: 29,90 zł

Moja ocena: 10/10 pkt.
Szufladka:Wspaniała!

Po ukończeniu znanej wszystkim trylogii "Delirium", wiele osób było niezadowolonych z finalnej części. Głównie ze względu na kilka niedomówień dotyczących osób niektórych bohaterów. Dlatego też dzisiejszego dnia na światło dzienne wyszły opowiadania będące zarówno małą kontynuacją przygód znanych nam bohaterów, ale przede wszystkim są to opowiadania ukazujące nieznane dotąd losy Annabel, Hany, Raven i Aleksa.

"W kraju, w którym miłość uznawana jest za chorobę, tylko nadzieja pozwala przetrwać.Cierpliwe czekanie w więziennych murach na szansę ucieczki, poświęcenie siebie, by ukochani przeżyli, organizowanie powstania, nieme przyzwolenie na okrutne nakazy – każdy z bohaterów wybrał inny sposób walki o siebie. Jak wiele są w stanie poświęcić, by móc kochać?"

Szczegółowej fabuły nie chcę i nie mogę Wam przytoczyć, bowiem lektura ta jest tak krótka, że zdradziłabym zbyt wiele. "Opowiadania. Delirium" są bardzo krótkie, ale pomimo tego ogromnie nasycone fabułą i masą wrażeń porywających niecierpliwego czytelnika w świat "chorobliwych miłości".

Osobiście bardzo się ucieszyłam z tej lektury, bowiem nie było chwili, żebym nie czytała jej jednym tchem. Poprawka - ja ją wręcz pochłonęłam. przeczytana w jedno popołudnie. Ciekawa, jak diabli. Wciągająca, aż po kres wyobraźni. Czyta się ją naprawdę szybko i z wypiekami na twarzy. Gdy się rozpocznie z nią przygodę, nie sposób jest skończyć przed doczytaniem do ostatniej strony. Wierzcie mi, mam rację. Osobiście, przy czytaniu każdego kolejnego tomu trylogii, czułam się coraz to bardziej znudzona, bowiem coraz mniej mnie autorka zaskakiwała. W tym wypadku wiara w jej twórczość powróciła ze zdwojoną siłą. Mogłabym się nawet pokusić o stwierdzenie, że ta króciótka lekturka jest lepsza, aniżeli sama trylogia.

Fabuła fantastyczna, w końcu wiele się wyjaśnia, akcja również, bohaterowie może i ci sami, ale właśnie o to chodzi - powrócili ulubieńcy. Na dodatek jeszcze wydawcy uraczyli nas smakowitą okładką, od której nie mogę oderwać wzroku. Niewątpliwym plusem jest na pewno fakt, że pasuje ona do poprzednich części, dzięki czemu całość ładnie się prezentuje na półce.

Podsumowując moje rozpływanie się nad tą częścią, przyznaję, że spędziłam z nią naprawdę kilka fantastycznych godzin i nie żałuję ani chwili. Zapewne jeszcze nie raz do niej powrócę, a wszystkich Was teraz zachęcam do skorzystania z okazji i przeczytania jej, bo naprawdę warto!

Z cyklu: Czas na zapowiedzi!

Powieść autorki bestsellerowej serii „Oddechy”, równie pełna emocji i zapierającej dech akcji!

Co, jeśli dostałbyś drugą szansę na to, by kogoś poznać po raz pierwszy? Cal Logan doznaje szoku, gdy widzi Nicole Bentley siedzącą naprzeciwko niego w kawiarni tysiące mil od ich rodzinnego miasta. Przecież od ponad roku – gdy oboje skończyli szkołę – nikt jej nie widział ani o niej nie słyszał. Tylko że to nie jest Nicole.

Wygląda dokładnie jak miłość Cala z dzieciństwa, ale nazywa się Nyelle Preston. Jest przeciwieństwem Nicole: impulsywna i odważna, zaraża wszystkich wokół pasją życia. Cal jest nią totalnie zafascynowany. Ale Nyelle kryje też wiele tajemnic, a im bardziej Cal zbliża się do rozwiązania jej zagadek, tym mniej chciałby wiedzieć.

Gdy tajemnice z przeszłości i teraźniejszości zderzają się, jedno staje się jasne: nic nie jest takie, jakim się wydawało…



PREMIERA: 17 czerwca 2015

Recenzja: "Ogar Boga. Popiół i Piach" - Anna Gręda


Tytuł: Ogar Boga. Popiół i Piach
Autor: Anna Gręda
Wydawnictwo: Novae Res
Wydanie: 2015-05-05
ISBN: 978-83-7942-662-1
Objętość: 430
Cena: 37,00 zł

Moja ocena: 7/10 pkt.
Szufladka: Godna polecenia.

Od samego początku moje serce w pierwszej kolejności podbija fantastyka. Różnego rodzaju. Nic więc dziwnego, że w pierwszej chwili, gdy usłyszałam o nowej książce pani Ani Grędy, miałam ochotę mieć ją przy sobie. I mam. Początkowo w formie ebooka, później również papierowej. I muszę przyznać, że tak, jak okładka nijak mnie nie zachęca do lektury, tak sama treść wręcz przeciwnie.

Ale może na początku jeszcze o samej okładce. W tym wypadku jestem niestety w stu procentach zawiedziona. Według mnie nie jest to okładka na miarę książki typowo fantastycznej - raczej thrillera lub horroru. Nie wiem, jak to opisać, ale wydaje mi się strasznie sztuczna. Przygotowana na siłę i byle by była. Dlatego też gdybym miała podejmować decyzję tylko i ze względu na nią, to nigdy, przenigdy nie sięgnęłabym po "Ogar Boga".

I byłby to mój jeden z całkiem sporych błędów, których zapewne w późniejszym czasie srogo bym żałowała. Dlaczego? A dlatego, iż treść jest naprawdę godna polecenia. Ciekawa. Na temat i przede wszystkim nie nuży. Akcja goni akcję, nie sposób się przy niej nudzić, a i język powieści jest na przyzwoitym poziomie. Co prawda zdarzają się pojedyncze literówki, ale uznaję, iż lekka korekta załatwi sprawę, więc mogę przymknąć na to oko.

Największą zaletą tej książki są niewątpliwie bohaterowie. Kira Santiago, jako główna bohaterka podbiła moje serce już od pierwszych stron. Głównie ze względu na swój cięty język, którego i u mnie nie brakuje. Na dodatek mix łowcy i hybrydy całkowicie powalił mnie na łopatki. Jedynym minusem są niestety zbyt wynaturzone i przydługie opisy na temat bohaterów.

Może i tematyka chwilami wydaje się znana, ale przy tylu powieściach o tym samym gatunku, nie sposób wymyślić wszystkiego od nowa. Chwilami w trakcie czytania nasuwała mi się bardzo podobna seria autorstwa Keri Arthur, ale w bardzo pozytywnym tego słowa znaczeniu.

Po skończonej lekturze czułam pewien niedosyt, to fakt. Głównie ze względu na szalone tempo przy samym zakończeniu i nagły finał. Niemniej jednak jestem zdecydowanie za tym, aby polecić ją każdemu fanatykowi fantastyki, głównie urban-fantasy. Jeśli to Wasze klimaty - śmiało, przygoda wręcz czeka, aby Was porwać w szalony wir wydarzeń.

Książkę przeczytałam w ramach patronatu Polacy Nie Gęsi i Swoich Autorów Mają

Z cyklu: Stosik na maj

Witajcie kochani w ten piękny, acz strasznie wietrzny dzień! Dzisiaj wpadam tylko na chwilę, żeby wrzucić Wam ostatni stosik i zabieram się za pisanie recenzji - zamiast uczyć się do ostatniego egzaminu :P No nic, ale do rzeczy. od góry widzicie:

1) "Tabula Rasa" - Kristen Lippert-Matrin -> na początek empikowy zakup; tak szczerze to wcześniej o niej nawet nie słyszałam, ale zainteresował mnie opis. Obecnie połowa już za mną i muszę powiedzieć, ze jest wspaniała! Ostatnio tak bardzo mnie wciągnęła jakaś historia chyba jak w Polsce wydano "Igrzyska Śmierci" (zanim powstał wielki "boom" na tę serię)

2) "Bez końca" - Martyn Bedford -> egzemplarz recenzencki od Grupy Wydawniczej Foksal i kolejna ciekawa historia :D Recenzja na dniach :)

3) "Przed czasem. Skazani" - Alice Hill -> w ramach dodatkowej promocji dla Polacy Nie Gęsi i Swoich Autorów Mają; dopiero zaczynam swoją przygodę z nią, więc zobaczymy co z tego wyniknie :)

4) "Gotuję, bo lubię" - pod red. Magdaleny Gołdanowskiej -> również od Grupy Wydawniczej Foksal; recenzja jeszcze dziś! Będzie ciekawie i smacznie zarazem :)

5) "Fizjologia człowieka. Neurofizjologia" - Stanisław Konturek -> zapożyczone z biblioteki. Fakt, że takie rzeczy mnie ciekawią, pracując tym samym na Neurologii to normalka :D

Stosik mały, ale jak dla mnie wystarczający. Zwłaszcza, że tyle perełek się w nim znalazło. W wakacje będą one bardziej obfite, z racji większego nakładu czasu (po 5 latach raduję się rocznym urlopem od uczelni i mam nadzieję, w najbliższym czasie nowym tytułem zawodowym :D) A póki co zapraszam wszystkich na mojego fanpage'a gdzie jeszcze dziś pojawi się konkurs z nagrodami - książkowymi oczywiście!

Recenzja: "Biorąc oddech" - Rebecca Donovan

Tytuł: Biorąc oddech
Autor: Rebecca Donovan
Wydawnictwo: Feeria
Wydanie: 2015-04-08
ISBN: 978-83-7229-468-5
Objętość: 488
Cena: 37,90 zł

Moja ocena: 10/10 pkt.
Szufladka: Wspaniała!

Ostatnimi czasy na polskim rynku wydawniczym seria "Oddechy" pobija wszelkie inne powieści z gatunku lektur młodzieżowych. "Biorąc oddech" to już trzecia jej część. Fabuła tak, jak w poprzednich częściach, toczy się wokół Emmy. Nasza główna bohaterka, to zwyczajna nastolatka. Po trudnych przeżyciach najpierw z dręczącą ją ciotką, a następnie z uzależnioną od alkoholu matką, zupełnie odcina się od przeszłości. Ale tylko pozornie. Ma nowe życie i nowych znajomych w Kalifornii, a mimo to każdego dnia ścigają ją te same wspomnienia. Broni się przed natrętnymi głosami z przeszłości, również za pomocą tego, czego tak się brzydzi – alkoholu. Tak rozpaczliwie próbuje zapomnieć i ochronić bliskich przed sobą sam. 
Ta książka jest po prostu nieziemska. Ba! Cała seria jest naprawdę warta grzechu. Im dalej w las, tym robi się ciekawiej. Mogę przyznać, ze szczerym sercem, że już dawno tak się nie zachwyciłam żadną książką.

Już na pierwszy rzut oka powala wspaniała okładka. Prosta, a mimo to strasznie przyciągająca. A bohaterowie? Dobrani idealnie, nie sposób się z nimi nudzić. Autorka z każdym tomem coraz bardziej zaskakuje. Osobiście pochłonęłam ją w jeden dzień. Z jednej strony jestem zachwycona, z drugiej zaś żałuję, że tak szybko się z nią uporałam. Wiem jednak, że jeszcze niejednokrotnie do niej wrócę.

Gdybym miała ją jakoś podsumować, to tak naprawdę nie znalazłabym słów, które powiedziały by o niej wszystko, co bym chciała. Jedyne, co mogę zrobić to polecić każdemu, młodemu, bądź nie, aby spróbował zasmakować tej przygody samemu, bo naprawdę warto. Naprawdę. To nie jest żadna czcza opowiastka, którą da się zapomnieć w tydzień po jej ukończeniu - wręcz przeciwnie. Dla mnie ta historia jest tak żywa, że mam wrażenie, iż będzie trwać wiecznie. Przynajmniej dla mnie. 

Nie czekajcie więc ani chwili dłużej. Lećcie do księgarni i znajdźcie ja na sklepowych półkach. Taka seria powinna znaleźć się w każdym domu. Ja natomiast czekam na nową powieść pani Donovan pt. "Co, jeśli", która ukaże się już niedługo nakładem Wydawnictwa Feeria Young i z miejsca się za nią zabieram. Kto wie, może okaże się równie wspaniała?

Recenzja: "Magia krwi" vs "Strażniczka krwi" - Tessa Gratton


Tytuł: Magia krwi
Autor: Tessa Gratton
Wydawnictwo: Dolośląskie
Wydanie: 2014-05-12
ISBN: 978-83-245-9010-0
Objętość: 387
Cena: 34,90 zł

Moja ocena: 5/10 pkt.
Szufladka: Ciekawa

"Silla otrzymuje tajemniczą książkę z zaklęciami spisanymi ręką ojca. Gdy próbuje ożywić liść, zauważa ją spacerujący nieopodal chłopak. Oboje są sobą zauroczeni. Wkrótce Silla wtajemnicza w arkana magii swego brata, a później także Nicka. Pojawiają się problemy, gdy okazuje się, że ktoś odwiedził groby jej zmarłych rodziców i nakreślił na nich runy – znak, że sztuka magiczna nie jest mu obca…"

Tytuł: Strażniczka krwi
Autor: Tessa Gratton
Wydawnictwo: Dolośląskie
Wydanie: 2014-05-12
ISBN: 978-83-245-9010-0
Objętość: 408
Cena: 34,90 zł

Moja ocena: 5/10 pkt.
Szufladka: Ciekawa

"Dla Mab Prowd praktykowanie magii jest równie naturalne jak oddychanie. To magia pomaga jej zrozumieć świat. Dziewczyna mieszka na odludnej farmie w Kansas, gdzie z zapałem ćwiczy zaklęcia uzdrawiające, unikając nudnych lekcji algebry czy historii. Pewnego dnia Mab popełnia błąd i jedno z zaklęć przeistacza się w uśpioną klątwę, która dosięga Willa Strangera, chłopaka z pobliskiego miasteczka...."

Dwie książki, tak bliskie sobie, a jednak tak odległe jeśli chodzi o treść. Co prawda wchodzą one w skład jednej serii, ale w każdej z nich głównymi bohaterami są z goła inne osoby. Fabuła jednak w każdej części opiera się na tym samym - magii. Tajemnicze księgi zaklęć, praktykowanie magii i przede wszystkim magia miłości - o tym są te powieści. Tak po prawdzie to jedne z wielu lektur, o podobnej tematyce, jakie do tej pory ukazały się na rynku. Ciekawe, a jednak nie mają w sobie tego czegoś. Po tak wielu podobnych publikacjach na naszym rynku, mało co jest w stanie mnie zaskoczyć. Co prawda, są ciekawymi lekturami, dość obszernymi, a zarazem chwilami intrygującymi, jednak to nic wielkiego.

Niektórzy uznali je za bestsellery - ja nie. Osobiście uważam, że jest na świecie o wiele więcej ciekawszych i bardziej wciągających lektur. Jeśli chodzi o te dwie, to trudno jest mi się do nich ustosunkować, bo sama nie wiem co myśleć. Z jednej strony język powieści oraz bohaterowie są naprawdę ciekawi. Z drugiej niesamowicie przewidywalna fabuła, nie wnosząca nic nowego w czytelniczy świat.

W trakcie czytania ma się wrażenie, jakoby czytało się kilka innych, bardziej znanych lektur o magii i czarach, w połączeniu z młodzieżowymi powieściami romantycznymi. Plusem jest natomiast to, iż znalazłam w niej całkiem sporo cytatów, bardzo życiowych i na czasie, dających sporo przemyśleń. A za to właśnie wielbię swoje lektury.

Szkoda tylko, że całość nie wypada już tak wspaniale, jak oczekiwałam. Dlatego tez nie zachęcam, ale i nie zniechęcam. Raczej radzę, aby w przypadku tych dwóch lektur wyrobić sobie własne zdanie, bowiem moje wciąż jest podzielone. Możliwe, że gdy do nich wrócę i jeszcze raz się w nich zagłębię, zdobędę się na większy dystans, przez co moje niezdecydowanie przerodzi się w naprawdę pozytywna opinię. póki co, muszę pozostać rozbita.

Recenzja: "W otchłani" - Beth Revis


Tytuł: W otchłani
Autor: Beth Revis
Wydawnictwo: Dolośląskie
Wydanie: 2014-06-18
ISBN: 978-83-245-9120-6
Objętość: 387
Cena: 37,00 zł

Moja ocena: 8/10 pkt.
Szufladka: Godna polecenia

"Nieodległa przyszłość. Siedemnastoletnia Amy i jej rodzice biorą udział w misji, której celem jest zaludnienie nowej planety. Podróż ma trwać trzysta lat, dlatego pasażerowie poddani są hibernacji. Któregoś dnia Amy zostaje brutalnie zbudzona z lodowatego snu. Ktoś próbuje ją zamordować! Statek kosmiczny zmienia się w zdradliwą pułapkę. jego mieszkańcy poddali się władzy Najstarszego, despotycznego i przerażającego przywódcy. Jest jeszcze jednak Starszy - zafascynowany Amy zbuntowany nastolatek i następna Najstarszego. Zdeterminowany by przejąć władzę. czy Amy może mu zaufać?"

Już po pierwszych kilkunastu stronach powieści doszłam do wniosku, że ta lektura jest zupełnie inna od tych, które zwykłam czytać - czy też jak co poniektórzy wolą twierdzić - "pochłaniać". Zaintrygowana okładką i bardzo zachęcającym opisem, zaczęłam czytać. Gdy doszłam do wniosku, że to naprawdę fantastyczna książka, okazało się, że dobrnęłam już niemalże do połowy. Naprawdę. Może tylko sam początek może wydawać się słaby i nieciekawy, ale chcąc, nie chcąc, czyta się ja jednym tchem. Fabuła niekonwencjonalna i co ważniejsze - inna niż wszystkie. Nowatorska. Ciekawa. Porywająca. Naprawdę zachęcająca. Mogłabym tak wymieniać jeszcze długo, ale to prawda. Już dawno nie czytałam tak dobrej książki, o tak młodym pokoleniu - i co więcej - skierowanej do trochę młodszego grona odbiorców, aniżeli sama jestem.

Bohaterowie ciekawi, nie przekoloryzowani, ale i nie nudni. Akcja nie stoi w miejscu, ale i nie pędzi z zawrotną prędkością. Przy tej lekturze można spędzić fantastycznie czas, nie marnując go na czcze opowiastki. Mi osobiście bardzo się spodobała i już się nie mogę doczekać kontynuacji.

Jedyne, co mi tutaj nie przypadło do gustu to okładka. Nie wiedzieć dlaczego zupełnie mnie nie przekonuje. Wydaje się taka... mdła? Nie, to nie to. Raczej z góry zakłada romans w fabule, a to nie on gra tutaj główne skrzypce. Gdybym mogła coś w tej książce zmienić, to właśnie to. Nie fabułę. Nie bohaterów. Nie styl, czy język, a właśnie okładkę. Poza nią, cała reszta jest warta zachodu.

Gdybym mogła ją jakoś wyróżnić, to na pewno bym to zrobiła. Wierzcie lub nie, ale jest to wspaniała książka młodzieżowa z nutką romansu pośród fantastycznego świata sci-fi. Autorka wykonała naprawdę wielki kawał dobrej roboty. Do tej pory nawet o niej nie słyszałam, a teraz wprost zaczytuję się w jej książkach. Polecam, naprawdę polecam! A sama zabieram się za kontynuację...

Recenzja: "Ujawniona" - P.C. Cast + Kristin Cast

Tytuł: Ujawniona
Autor: P.C. Cast + Kristin Cast
Wydawnictwo: Publicat
Wydanie: 2014-06-18
ISBN: 978-83-245-8153-5
Objętość: 296
Cena: 29,90 zł

Moja ocena: 6/10 pkt.
Szufladka: Ciekawa.

"Ujawniona" to już jedenasty tom przygód naszych przyjaciół z Domu Nocy. Z każdą kolejną częścią poszczególne wydarzenia ukazują nam się w coraz to nowszych barwach, przez co niekiedy stają się jeszcze bardziej zawiłe, niż były do tej pory. Nie mniej większość wydarzeń w mniejszym lub większym stopniu skupia się wokół Neferet, która swoim postępowaniem i rządzą zemsty sieje popłoch i panikę nie ograniczając się tylko do Domu Nocy. Na domiar złego Zoey, nasza główna bohaterka musi się uporać z własnymi targającymi nią problemami. Chcąc, nie chcąc tylko ona wraz ze swymi przyjaciółmi jest w stanie zapanować nad złymi mocami, nie doprowadzając tym samym do wybuchu wojny.

Przyznaję, iż nie byłam zachwycona wiadomością, iż ma się okazać kolejny tom o przygodach Zoey i jej przyjaciół. Nie dlatego, że nie lubię tej serii, wręcz przeciwnie, z wielką chęcią zaczytuję się w ich przygodach. Tutaj chodziło jednak o fakt, iż pisanie kilkunastu tomów na jeden temat staje się strasznie monotonne oraz przewidywalne - i jak na złość 90% społeczeństwa takiej serii przykleja plakietkę pt. "wymuszona i napisana tylko i wyłącznie dla jeszcze większego zysku". Z tym niestety muszę się zgodzić, bowiem sama mam takie odczucia. Dlatego tak bardzo chwalę sobie trylogie - nie ma niedosytu, ale i nie ma przesytu.

Ogólnie rzecz biorąc fabula nie jest zbytnio zaskakująca - trudno jest przecież czymś zaskoczyć w nastym tomi, prawda? Co więcej, uważam iż nadszedł najlepszy moment, aby ową serię zakończyć. Oczywiście, przygody Zoey oraz wariacje Neferet czyta się ciekawie i naprawdę szybko, jednak nie już z takim zapałem, jak kiedyś. Nie mogę tej serii zarzucić nic więcej, aniżeli to, o czym już wspominałam wcześniej. Co za dużo to nie zdrowo i mam nadzieję, iż autorki wyciągną z tego jakąś lekcję na przyszłość. C
hociaż muszę przyznać, że jest w niej coś, co mnie poruszyło - okładka. Wykonana z niemała precyzją, a przede wszystkim pasująca idealnie do poprzednich części.

Książka nie jest nudna, ale i nie porywa. Taka do poczytania na jeden wieczór. Nie wymagająca, zwłaszcza jeśli chodzi o dialogi. Akcja może i przybiera na sile, ale nie jest jakoś specjalnie doprecyzowana i przemyślana. Uważam, że im młodsze grono odbiorców, tym bardziej będzie ją zachwalać. Ja niestety już do tego grona nie należę, stąd też moje podsumowanie - ciekawa, ale nie na miano bestselleru. Tego się trzymajmy i przy tym stwierdzeniu zostańmy.

Recenzja: "Nie waż się" - Jolanta Czarkwiani


Tytuł: Nie waż się
Autor: Jolanta Czarwiani
Wydawnictwo: Black Publishing
Wydanie: 2015-03-18
ISBN: 978-83-8049-050-5
Objętość: 319
Cena: 34,90 zł

Moja ocena: 9/10 pkt.
Szufladka: Wspaniała!

"Brygida i Agata przyjaźnią się od podstawówki. Przyjaciółki są singielkami, uwielbiają podróże, oglądanie filmów i babskie pogaduchy. Wszystko się zmienia, gdy wychodzi na jaw, że Agata cierpi na anoreksję. Chcąc pomóc przyjaciółce, Brygida postanawia poznać i zrozumieć świat anoreksji, ale by to uczynić, musi się zmierzyć z demonami własnej przeszłości." - po tych słowach umieszczonych na tylnej okładce powieści postanowiłam zgłębić ją od początku do końca.

Z początku nie wiedziałam co mnie czeka. Bałam się, że ta lektura nie będzie nawet w połowie tak dobra jak jest faktycznie. Wątpiłam w autorkę i fakt, czy potrafi w odpowiedni sposób rzucić na światło dzienne problem anoreksji. Całkowicie niesłusznie. "Nie waż się" to naprawdę wciągająca historia dwóch kobiet zmierzających się z trudami, jakie kładzie nam pod nogi życie. Co więcej, sama anoreksja jest ukazana tak realnie, iż ma się wrażenie, że wszystko dzieje się naprawdę. Nie jest to lekka i przyjemna książka. Jest trudna - fakt. Ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Ma w sobie prawdziwą głębię, a co za tym idzie niesie za sobą wielkie przesłanie.

Osobiście bardzo przeżywałam historię Brygidy i Agaty w trakcie czytania. Mimo iż, byłam tylko "biernym" słuchaczem, zwykłym w odbiorze czytelnikiem, chciałam pomóc im w rozwiązaniu problemów. Głównie dlatego, że wiem, jak to jest mieć przyjaciółkę chorą na anoreksję, czy bulimię. Porównując wydarzenia pojawiające się w lekturze oraz własne doświadczenia, przyznaję ze szczerym sercem, iż autorka wykonała kawał dobrej roboty.

Bohaterowie są tak żywi, że samemu chciałoby im się pomóc. Wydarzenia tak realne, że niemal namacalne. Język prosty i logiczny, łatwy do przyswojenia. Nawet styl prowadzenia fabuły wręcz do pozazdroszczenia. Nie wliczając pojedynczych literówek, czy błędów pojawiających się w trakcie czytania, nie mam tak naprawdę tej publikacji nic do zarzucenia. Co więcej - nawet okładka jest tak idealnie dobrana, że można się w nią wpatrywać godzinami.

"Nie waż się" to lektura idealna dla osób wielbiących obyczajówki, historie o trudnej przeszłości i przyszłości, niosące za sobą wielkie przesłania - takie lektury z głębią. Z mojej strony mogę tylko przyklasnąć autorce za tak wspaniały pomysł i tak fenomenalne wykonanie, a przede wszystkim za odważne ukazanie problemu, jakim jest anoreksja, bowiem nie tyczy on tylko i wyłącznie osób chorych, a również i otoczenia, najbliższych, rodziny i przyjaciół. Wiem, że jeszcze długo będę do niej wracać i ją wspominać, dlatego też zachęcam do lektury i zachęcać będę dalej.

Książkę przeczytałam w ramach akcji Polacy Nie Gęsi i Swoich Autorów Mają

Z cyklu: Stosik na kwiecień

Kwiecień, plecień, bo przeplata... Fakt. Ostatnimi czasy pogoda potrafi zaskoczyć, a nawet niekiedy doprowadzić do szału. Dlatego też w przeciągu ostatnich dwóch tygodni postanowiłam pogodzić się z książkami i blogiem i zaserwować Wam nowy stosik.

Od góry:

1) "Liczmy kalorie" - Hanna Kunachowicz i inni -> poznane na praktykach w szpitalu, zamówione na empik.com. Jak dla mnie idealne tabele dla każdego - nie tylko dla diabetykow, a przede wszystkim osób chcących zdrowo się odżywiać.

2) "Przypadkowe szczęście" - Abbi Glines -> zapożyczone z biblioteki. Jako, że poprzednia seria Rosemary Beach porwała mnie bez reszty, to i obok tej nie mogłam przejść obojętnie.

3) "Waga startowa" - Matt Fitzgerald -> niekontrolowany zakup w Empiku na wyprzedaży. Póki co czeka na swoją kolej.

4) " Dotyk Gwen Frost" - Jenifer Estep -> również zapożyczone z biblioteki

5) "Szepty o wschodzie księżyca" - C.C Hunter -> egzemplarz od Wydawnictwa Feeria. Już przeczytana, czeka na recenzję.

6) "Biorąc oddech" - Rebecca Donovan -> również od Wydawnictwa Feeria. Już się nie mogę jej doczekać. Obym tylko pochłonęła ją tak jak jej poprzedniczki - w jeden dzień.

7) "Zostań fit. Nowa ty w 180 dni" - Natalia Gacka -> dzisiejszy niekontrolowany zakup w Empiku na wyprzedaży. Zobaczymy, czy jej porady są lepsze od tych Chodakowskich i Lewandowskich :)

Co więcej - wzięłam sobie za punkt honoru opublikować wszelkie możliwe recenzje jeszcze przed wakacjami. Dlaczego akurat wtedy? Z prostego powodu - bowiem te wakacje będą dla mnie dość szalone, a przede wszystkim niezapomniane. Obrona pracy magisterskiej, zmiana stanu cywilnego i wyprowadzka z domu, to dość sporo nie uważacie? Dlatego też obawiam się, że w owym okresie blog może ulec małemu zaniedbaniu ze względu na brak czasu, nawet na czytanie.

Ale nie bójcie się - nigdzie się stąd nie wybieram :) Mam zamiar tylko trochę poświętować i doprowadzić wszystko do porządku :D Ale nie o tym miało być dzisiaj, dlatego już nie przedłużam i zapraszam do nowego stosiku! No to na dzisiaj tyle. Mam nadzieję, że każdy znajdzie tutaj coś dla siebie. Ja póki co wracam do łóżka, a jutro powitam Was nową recenzją. Do zobaczenia!

Z cyklu: Stosik na marzec

Witajcie!

Dzisiaj postanowiłam wziąć się w garść i zaktualizować trochę bloga. Jeszcze dziś pojawią się tutaj dwie recenzje z poprzedniego stosu, ale zanim to nastąpi postanowiłam pochwalić się najnowszymi nabytkami. Nie jest tego wiele, ponieważ ostatnimi czasy mam mało chwil na czytanie, nie mniej w tym miesiącu kilka lektur pochłonęłam w formie e-booków, jak chociażby dnia dzisiejszego "Loosing hope" oraz ponownie "Szukając kopciuszka" autorstwa Colleen Hoover. Nie wiedzieć dlaczego, ale coraz bardziej przekonuję się do tej autorki i wyszukuję coraz to nowsze powieści jej autorstwa.

Ale nie o tym miało być, tylko o stosiku. Dlatego też przestawiam Wam jego pierwszą część, jednocześnie przepraszając za jakość zdjęcia - niestety mój aparat się zbuntował i musiałam wykorzystać do tego swój telefon. A od góry mamy:

1) "Gdzie bywa słoneczko" - Zbigniew Dmitroca -> wierszyki dla dzieci od Wydawnictwa Egmont (mojej nowo nabytej współpracy)

2) "Zwierzęta i zwierzątka" - Zbigniew Dmitroca -> również od Egmontu

3) "Coś do ocalenia" - Cora Carmack -> po prostu musiałam poznać kontynuację, dlatego nazwijmy to po prostu chwilą słabości w Empiku zakończona niekontrolowanym zakupem :)

4) "Złodzieje snów" - Maggie Stiefvater -> od pani Agnieszki i Grupy Wydawniczej Foksal. Póki co czekają na swoja kolej

5) "Czarne jak heban" - Salla Simukka -> również od pani Agnieszki z GWF. przeczytana. Recenzja na dniach.

6) "Nie waż się" - Jolanta Czarnkwiani -> najnowszy, a zarazem chyba najbardziej obiecujący nabytek tego miesiąca. Książka otrzymana w ramach patronatu "Polacy Nie Gęsi i Swoich Autorów Mają".

7) "Tajemnice buduaru" - Betony Vernon -> lektura od GWF, która niezbyt mnie przekonuje. Liczyłam, ze będzie to coś zupełnie innego, ale niestety wyszło inaczej. Więcej w recenzji, która pojawi się jeszcze w tym tygodniu.

Na dodatek postanowiłam poszerzyć swoje kompetencje o recenzje gier planszowych. Dlatego też, jak widać na załączonym obrazku mój stos powiększył się o dodatkowe trzy planszówki. Wszystkie trzy wchodzą w skład gier planszowych Wydawnictwa Egmont, a co za tym idzie dwie najmniejsze otrzymałam do recenzji od samego wydawnictwa. Mam oczywiście na myśli "Duszki w kąpieli" oraz "Kajko i kokosz. Przygody wojów". Zaś "Podaj cegłę" to mój kolejny mniej lub bardziej przemyślany zakup niekontrolowany na bonito.pl

Chcąc, nie chcąc najbliższy miesiąc pod względem nie tylko literackim zapowiada się naprawdę obiecująco. Zwłaszcza, że mój czytnik ostatnimi czasy powrócił do łask i stał się moim najlepszym przyjacielem (przynajmniej do momentu, gdy się nie zepsuł i jego miejsce zajął mój telefon). Swoją droga nie wiedzie, gdzie można dostał dobry i w dość przystępnej cenie czytnik? Najlepiej z funkcją e-papieru.

Recenzja: "Znak ostrzegawczy" - Iwona Bińczycka-Kołacz

Tytuł: Znak ostrzegawczy
Autor: Iwona Bińczycka-Kołacz
Wydawnictwo: Novae Res
Wydanie: 2015-03-01
ISBN: 978-83-7942-069-8
Objętość:312
Cena: 32,90 zł
Moja ocena: 4/10 pkt.
Szufladka: Przeciętna.

Dzisiaj krótko i na temat. Mam Wam zamiar przedstawić kolejną pozycję polskiego autora - a raczej autorki. "Znak ostrzegawczy" to powieść napisana przez  krakowiankę - Iwonę Bińczycką-Kołacz, finalistki II edycji konkursu Literacki Debiut Roku organizowanego przez Wydawnictwo Novae Res pod honorowym patronatem Ministerstwa Kultury.

Opowiada ona historię dwóch kobiet - Agaty i Kamili. Pierwsza z nich marzy o zostaniu matką. Po kilku latach starań zachodzi w ciążę, lecz ciąża ta nie ma niestety szczęśliwego zakończenia. Mimo wielu rozczarowań, nie poddaje się stale wierząc w cuda. Kamila zaś wiedzie pozornie szczęśliwe życie, w sercu skrywają pragnienie gorącego uczucia, choć rzeczywiście czuje się niechciana, wręcz odrzucona przez swojego męża. W zaskakujący sposób próbuje ratować małżeńską relację, ale co z tego wyniknie, okaże się dopiero po przeczytaniu lektury.

Szczerze powiedziawszy po opisie i naprawdę ciekawej okładce spodziewałam się czegoś więcej, niż otrzymałam. Możliwe, że miałam dość wygórowane mniemania na jej temat, przez co się zawiodłam, aczkolwiek uważam, że w lekturze tego typu nie powinno być aż tyle suchych faktów i wydarzeń, bez ich głębszej interpretacji.

W dodatku sam styl prowadzenia fabuły nie przypadł mi do gustu już od pierwszej strony. Powieść jest naprawdę typową obyczajówką na miarę XXI wieku, gdzie w księgarniach aż się roi od lektur tego typu. Nic mnie w niej nie zaskoczyło, wiele rzeczy można było się domyślić, gdyż przewidywalność chwilami aż biła po oczach. Również bohaterowie wydawali się mało dopracowani. W dodatku bardzo łatwo można było się w niej pogubić, pomimo tak małej objętości stron.  Po prostu za dużo rozwodzenia się nad niewartymi komentarza zbędnymi sytuacjami.

Nie jestem nią zachwycona. Możliwe, że jestem zbyt wymagająca i znajdą się osoby, którym się ona naprawdę spodoba, aczkolwiek osobiście nie dałabym jej miana ani bestselleru, ani jakiegokolwiek innego podobnego tytułu. Jest to po prostu powieść, jakich wiele. Niekiedy ciekawa, niekiedy nużąca. Gdybym miała wybrać jeszcze raz, to nie wiem, czy chciałabym przeżyć "tę" przygodę po raz kolejny. Na chwilę obecną mogę jedynie liczyć na to, iż autorka w kolejnych powieściach o wiele bardziej mnie zaskoczy i zachwyci.

Książkę przeczytałam w ramach akcji Polacy Nie Gęsi i Swoich Autorów Mają

Recenzja: "Na szczycie" - K.N.Haner

Tytuł: Na szczycie
Autor: K.N. Haner
Wydawnictwo: Novae Res
Wydanie: 2015-02-13
ISBN: 978-83-7942-510-5
Objętość: 798
Cena: 44 zł 

Moja ocena: 6/10 pkt.
Szufladka: Ciekawa

Zauważyłam, że ostatnimi czasy autorzy wręcz prześcigają się w wydawaniu pozycji o lekkim zabarwieniu erotycznym, bądź też stricte erotycznych. Z jednej strony się im nie dziwię, w końcu nadeszły czasy, gdy wszystko pokroju słynnego Grey'a jest na "topie", ale czy aby, jak to się mówi - "co za dużo, to nie zdrowo"?

Spróbowałam się o tym przekonać sama na własnym przykładzie biorąc pod lupę jedną z najnowszych wydanych powieści o tejże tematyce pt. "Na szczycie" autorstwa K.N. Haner.

Lektura ta opowiada historię Rebeki, która zarabia na życie, jako striptizerka w jednym z okolicznych klubów. Jak to zwykle bywa pewnego dnia i tutaj zjawia się w jej zasięgu mężczyzna - bogaty i niesamowicie przystojny Sedrick - menadżer rockowego zespołu, który jest wprost zachwycony dziewczyną. Na dodatek wyrusza jej z odsieczą w momencie, gdy dziewczyna traci pracę, proponując turnee wraz z nimi zespołem w roli tancerki. Nie jest zaskakującym fakt, iż dziewczyna przyjmuje propozycję zostania tancerką. Od tej pory wszystkie wydarzenia nabierają tempa, a niektóre z nich aż nazbyt szybko brną do przodu...

Szczerze powiedziawszy już w pierwszej chwili, gdy dostałam tę książkę w swoje ręce, byłam wręcz nią zachwycona, a nawet na chwilę oniemiałam. Fantastyczna okładka, która aż tętni życiem, pełna barw, chociaż stłumionych i wyraźnych przekazów, których każdy potencjalny czytelnik stara się w niej doszukać. Do tego nieźle zapowiadająca się treść, z nutką pikanterii. Stety, bądź nie, dla mnie zawsze znajdzie się jakieś ale, chociażby malutkie. No ale zacznijmy od początku...

Jeśli chodzi o ogólny zarys powieści, to muszę przyznać z czystym sercem, że lektura ta jest ciekawa, a sama fabuła choć bardzo kontrowersyjna, to mimo wszystko warta poznania. W dodatku wszystkie wątki ( a przynajmniej większość) wyglądają na dobrze przemyślane i w miarę logicznie rozplanowane, choć mimo wszystko nie przekonały mnie zarówno owe "trójkąty" się tutaj pojawiające, oraz znienawidzone przeze mnie liczne wulgaryzmy (chociaż do nich powinnam się już trochę przyzwyczaić w literaturze tego pokroju, to i tak uważam, że czasami warto by było je trochę bardziej ograniczyć, nie eliminując ich oczywiście całkowicie). Ja rozumiem, że to wszystko dodaje lekturze większej pikanterii i charakteru, ale niestety ja nie należę do zwolenników prowadzenia fabuły w tym stylu. Głównie dlatego, że wtedy mam mieszane uczucia co do głównych bohaterów, chwilami wręcz może nie odpychające, ale na pewno zniechęcające, a przez co też nie umiem ich rozgryźć do końca, choćbym nie wiem, jak bardzo chciała.

Jeśliby zaś powinąć wszelkie "seksualne" wątki, to powieść ta jest naprawdę ciekawa, zwłaszcza, że dla wytrawnego czytelnika niemała zabawą będzie wyszukiwanie w niej tzw. "drugiego dna". Poza tym, kto z książkowych maniaków nie pokusiłby się na prawie 800 stronnicowe tomiszcze, w dodatku w większym niż przeciętnie wydaniu. Być może wydaje się dość duża i ciężka, przez co trochę nieporęczna, ale mimo wszystko uważam, że warto spróbować.

Osobiście uważam, że może i mnie nie zachwyciła, lecz i tak przeczytałam ją z mniejszą lub większą przyjemnością i z chęcią poznam dalsze losy bohaterów o ile będzie to mi kiedyś dane. Przede wszystkim polecam ją osobom, które lubią powieści erotyczne, ale niekoniecznie upodobały sobie wspominanego już wcześniej Grey'a. Dlaczego? A głównie dlatego, iż "Na szczycie" to powieść zupełnie odmienna, chociaż pełna akcji - chwilami może i bardziej niż w jakiejkolwiek innej lekturze tego typu.

Może i nie jest to książka idealna, bo i takich chyba nawet nie ma, to i tak uważam, że warto ją przeczytać, do czego naprawdę zachęcam. Pomimo kilku wad mniejszych, bądź większych idealnie nadaje się na wieczór przy lampce dobrego wina, do czego i Was zachęcam chociażby i zaraz.

Książkę miałam możliwość przeczytać dzięki uprzejmości Wydawnictwa Novae Res 
oraz grupie Polacy Nie Gęsi i Swoich Autorów Mają

Recenzja: "Wróć, jeśli pamiętasz" - Gayle Forman

Tytuł: Wróć, jeśli pamiętasz
Autor: Gayle Forman
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Wydanie: 2015-01-21
ISBN: 978-83-1012-845-4
Objętość: 288
Cena: 26,90 zł

Moja ocena:
7/10 pkt.
Szufladka: Godna polecenia

„Wróć, jeśli pamiętasz” to kontynuacja losów Mii i Adama poznanych w powieści pani Gayle Forman „Zostań jeśli kochasz – znanego przez wielu bestsellera, który nie tak dawno temu doczekał się ekranizacji. Wszystkie wydarzenia mają miejsce trzy lata po tragicznych wydarzeniach z  poprzedniego tomu. Mia i Adam. Wchodząca gwiazda wiolonczelistek i rockman, wielki idol nastolatek - niegdyś szalenie zakochani, obecnie mieszkający po obu stronach Ameryki, w dodatku niemający praktycznie żadnego kontaktu ze sobą, choćby najmniejszego. Jednakże pewnego dnia los im sprzyja , dając tym samym drugą szansę. Od nich tylko zależy to, czy ową szansę wykorzystają, czy też nie.

Zanim Przejdę do treści muszę się zatrzymać przy samej okładce, bowiem jak każdy wie, większość ludzi to wzrokowcy. W przypadku „Wróć” jeśli pamiętasz” okładka jest prosta, idealnie pasująca do poprzedniej części. W dodatku idealnie wpasowująca się w treść powieści. A co za tym idzie jak najbardziej mi pasuje i zbytnio nie mam się tutaj do czego przyczepić.

Jeśli chodzi o treść, to niestety nie jest tutaj już tak kolorowo. Przynajmniej nie na początku. Oczywiście co do narracji, nic się nie zmieniło, gdyż również teraz wszystko jest pisane w narracji pierwszoosobowej. Nie wiem jednak do końca sama, czy owe małe zniechęcenie do lektury wynika z  tego, że drugi tom jest pisany z perspektywy Adama, a nie Mii do której byłam przyzwyczajona, czy też przez to, iż w jego przypadku nie ma tutaj tych fantastycznych wewnętrznych rozważań, jakie były widocznie w poprzedniej części. Jest tylko „tu i teraz” wydarzenie za wydarzeniem, chociaż niekoniecznie w prawidłowej kolejności, przez co kolejnym „ale” może być też to ciągłe skakanie pomiędzy poszczególnymi wydarzeniami wplatając w to retrospekcje. Tak, jak w przypadku opowieści Mii prawie wcale mi to nie przeszkadzało ( a przynajmniej szybko się do tego przyzwyczaiłam), tak tutaj ewidentnie było mi to nie na rękę.

Właściwie nie wiem dlaczego, ale przez całą lekturę miałam wrażenie, że autorka w znacznym stopniu opuściła się w pisaniu. Co prawda styl i język praktycznie jest bez większych zmian, ale mimo tego czytelnik ma wrażenie, że czegoś mu brakuje Być może w tej części autorka poskąpiła trochę swego talentu, nie wykorzystując go w całości.

Plusem natomiast wynikającym z lektury „Wróć, jeśli pamiętasz” jest ewidentnie to, iż po lekturze otrzymujemy praktycznie wszystkie odpowiedzi, których nie doczekaliśmy się w pierwszym tomie powieści.  Dlatego też głównie ze względu na owe odpowiedzi czytałam książkę praktycznie bez przerwy od deski, do deski. Co więcej, im dalej w las tym lektura zaczynała mnie bardziej wciągać i zachęcać do siebie. Koniec końców czytałam ją z wielką płynnością, nie wynajdując później już żadnych mankamentów, których mogłabym się uczepić.

Podsumowując sam język powieści jest naprawdę prosty i przyjemny w czytaniu - a dodając do tego fakt, iż nie jest to książka obszerna - czytelnik wręcz ją pochłania,  pomimo owego „skakania” po poszczególnych wydarzeniach. Prosta, nieskomplikowana lektura, praktycznie na raz. Idealna dla nastoletniej grupy wiekowej, chociaż nie tylko. Osobiście uważam, iż pierwsza część jest o wiele lepsza, jednak mimo tego jednego minusa, który napomknęłam na samym początku, nie mam na nią nic więcej. Dlatego też nie zdziwi, mnie jeśli „Wróć, jeśli pamiętasz” zdobędzie taką samą rzeszę fanów, jak część poprzednia. Co więcej – kto wie, może i ona doczeka się ekranizacji?

Recenzja: "Szukaj mnie wśród lawendy. Zofia. Tom II" - Agnieszka Lingas-Łoniewska


Tytuł: Szukaj mnie wśród lawendy. Zofia
Autor: Agnieszka Lingas-Łoniewska
Wydawnictwo: Novae Res
Wydanie: 2015-02-25
ISBN: 978-83-7942-518-1
Objętość: 224
Cena: 29 zł

Moja ocena: 8/10 pkt.
Szufladka: Godna polecenia

"Szukaj mnie wśród lawendy. Zofia" - to kontynuacja dość intrygującej powieści o miłości, rodzinie i trudnych przeszłościach, napisanej przez młodą wrocławiankę - pisarkę, ale i recenzentkę jednocześnie.

Drugi tom, nad którym się dziś rozwodzę, opowiada historię Zofii - siostry Zuzanny - bohaterki poznanej w poprzednim tomie. Co prawda poznaliśmy ją już w pierwszej części, jednak tym razem cała uwaga skupia się prawie tylko i wyłącznie na niej. Ale kim tak w ogóle ona jest? - spytacie. Zofia - matka, żona i... fanatyczka rękodzieła, która para się pracami domowymi, nie mając ani chwili dla siebie samej, w tej części musi stanąć twarzą w twarz zarówno ze swoją przeszłością, przyszłością i pierwszą wielką miłością - jednak, co z tego wyjdzie musicie przekonać się sami.

Nie będę Wam przytaczać szczegółów powieści, bo nie chcę nic zdradzić, co się w niej kryje, jednak muszę otwarcie przyznać, że po tej części spodziewałam się czegoś innego. Gorszego. Ale tym razem autorka mnie naprawdę zaskoczyła - w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Tak jak poprzedni tom trochę mnie do siebie zniechęcił poprzez swoją przewidywalność, tak historia Zofii porwała mnie do głębi i od tej pory stale namawiam znajomych, by po nią sięgnęli. Poniekąd owe zaskoczenie mogło się powstać ze względu na moje o wiele mniejsze wymagania co do tej lektury, niemniej byłam o wiele bardziej zachwycona kontynuacją, aniżeli pierwszym wydaniem.

Już na samym początku spodobała mi się okładka - z jednej strony niesamowicie podobna do tej z "Zuzanny", z drugiej zaś tak inna i indywidualna. No i jest w niej nasza tytułowa lawenda - a raczej cała jej masa. Nic więc dziwnego, że przyciąga wzrok i od razu z o wiele większą przyjemnością chce się ją czytać.

Jeśli chodzi o treść, to styl i język, jakim pisze autorka nic się tutaj nie zmieniło - jest po prostu obłędny. Prosty, delikatny, wciągający. Ma wszystko, czego mu trzeba. Wszystkie sytuacje i poszczególne epizody są fantastycznie dobrane i z wielką gracją opisane. Jednym słowem lektura lekka i przyjemna, idealna dla każdego i o każdej porze dnia i nocy.

Ważną zaletą, a zarazem godnym podziwu plusem jest fakt, iż w trakcie czytania powieść wydaje się o wiele bardziej i lepiej dopracowana, aniżeli jej poprzedniczka. Historia ta nie jest już tak strasznie  przewidywalna, przez co czyta się o wiele szybciej i z większą chęcią. "Szukaj mnie wśród lawendy" to naprawdę ciekawa lektura, która z tomu na tom okazuje się coraz to bardziej ciekawa i porywająca. Zwłaszcza, że bohaterowie z każdą częścią stają się coraz bardziej barwni, co jest tylko dodatkowa zachętą do lektury i przyznam, ze szczerym sercem, iż jest to naprawdę ciekawa historia i warta spędzenia z nią kilku chwil, szalejąc pośród tych fantastycznych pól lawendy z okładki...

Recenzja: "Dlatego mnie kochasz" - Magdalena Kołosowska


Tytuł: Dlatego mnie kochasz
Autor: Magdalena Kołosowska
Wydawnictwo: Feeria
Wydanie: 04.02.2015
ISBN: 978-83-7229-450-0
Objętość: 432
Cena: 37,90 zł
Moja ocena: 8/10 pkt.
Szufladka: Godna polecenia.

Mało, kto lubi czytać książki polskich autorów, bowiem uważa je za nudne, nic nie warte, bądź strasznie przewidywalne i pisane "byle jak". Fakt, na Świecie, nie tylko w Polsce jest wiele takich książek. Ale mimo to nie należy rezygnować ze swych rodzimych. Głównie ze względu na tych kilka tzw. "perełek".

Jedną z nich jest powieść pani Magdaleny Kołosowskiej "Dlatego mnie kochasz wydanej za pośrednictwem wydawnictwa Feeria. Co w niej jest takiego niezwykłego? Według mnie praktycznie wszystko. Począwszy od niesamowitej okładki, na przemyślanej treści skończywszy.

"Dlatego mnie kochasz" nie jest to powieść pełna wartkiej akcji, która wręcz porywa czytelnika w swój szalony świat. Nie. To jest powieść o życiu. Tym niekoniecznie idealnym i usłanym różami. Pełnym krzywd, trudnych wyborów i rozwiązań, którym ciężko sprostać. Ale jest to też opowieść o tym małym światełku w tunelu, możliwości naprawienia tego, co złe i wkroczeniu w ten lepszy świat.

Cała ta historia opiera na małżeństwie Agaty i Marcina. Agata, kobieta bez ukończonych studiów, matka dwójki małych dzieci, całkowicie zależna i podległa mężowi. I Marcin - z pozoru mężczyzna idealny, przystojny i dobrze zarabiający, który w domu zamienia się w tyrana, nie cofając się przed podniesieniem ręki na swoją kobietę. Owym światełkiem w tunelu może być tylko ich nowy sąsiad, Tomek...

Przyznaję, że chwilami czytałam książkę z zapartym tchem. Głównie ze względu na bohaterów - a raczej Marcina, przy którym chwilami aż krew mnie zalewała widząc jego zachowania i postępowania wobec innych.  Mimo wszystko cieszę się, że zarówno on, jak i pozostali bohaterowie zostali ukazani w tak realny i prostolinijny sposób. To samo tyczy się treści. Prosta, nieskomplikowana, a zarazem potrafiąca chwycić za serce, niesamowicie dając do myślenia.

"Dlatego mnie kochasz" jest książką bardzo życiową, mającą wiele odwzorować w naszym na pozór idealnym świecie. Tematyka, jaką porusza  jest z jednej strony banalna, z drugiej zaś bardzo pouczająca. Osobiście uważam, że znajdzie się gro osób, którym ta powieść naprawdę przypadnie do gustu, dlatego nie pozostaje mi nic innego, jak tylko zachęcić wszystkich do lektury.

Z cyklu: Stosik na luty.

Dzisiaj krótko i na temat. Książek wyjątkowo nie ma zbyt wiele, ale liczy się jakość, a nie ilość, prawda? Sądzę, że w przyszłym miesiącu będzie ich już więcej, ponieważ szykuje się wyprawa do Krakowa, a znając mnie nie ma szans, żebym nie buszowała po krakowskich księgarniach i wyprzedażach :)

Ale póki co od góry:

1) "Wróć, jeśli kochasz" - Gayle Forman -> od Wydawnictwa Nasza Księgarnia. Właśnie skończona. Recenzja jeszcze dziś.

2) "Dlaczego podskakuję" - Naoki Higashida -> od Grupy Wydawniczej Foksal. Przyznaję, że bardzo zaciekawiła mnie tematyka w niej poruszana. Niestety póki co czeka na swoją kolej.

3) "Dieta rozdzielna" - Wydawnictwo Olesiejuk -> zakupione na wyprzedaży w Auchan - tak szczerze to najbardziej wciągnął mnie rozdział o sokach, bowiem same potrawy już mnie na kolana nie rzuciły

4) "Tajemnice makijażu" - Agata Wyszomirska -> również od Grupy Wydawniczej Foksal. Już pochłonięta - czeka na recenzję.

5) "Znak ostrzegawczy" - Iwona Bińczycka-Kołacz -> od Wydawnictwa Novaeres w ramach promocji Polacy Nie Gęsi i Swoich Autorów Mają. Recenzja na dniach.

6) ""Dlatego mnie kochasz" - Magdalena Kołosowska -> od Wydawnictwa Feeria, jako patronat Polacy Nie Gęsi i Swoich Autorów Mają

7) ""Szukaj mnie wśród lawendy. Zofia. Tom 2" - Agnieszka Lingas-Łoniewska -> również, jako patronat PNGiSAM

8) "Na szczycie" - K.N.Haner -> i jeszcze jeden patronat moich kochanych Gąsek. Niestety na tę recenzję musicie troszkę poczekać, bowiem książka dopiero dziś wylądowała na moim biurku. Pozostałe recenzje natomiast ujrzą światło dzienne jeszcze w tym tygodniu :)

I jak? Podoba się coś? Może na coś szczególnego macie ochotę?
A może mała gratka w postaci konkursu? Kto jest za? :)

Recenzja: "Astrocalendarium" - Krystyna Konaszewska-Rymarkiewicz


Tytuł: Astrocalendarium 2015
Autor: Krystyna Konaszewska-Rymarkiewicz
Wydawnictwo: Studio Astropsychologii
Wydanie: 2011-09-07
ISSN: 1734-8846
Objętość: 313
Cena: 29,90 zł

Moja ocena: 5/10 pkt.
Szufladka: Ciekawa.

Kto powiedział, że kalendarz to tylko zbiór dni tygodnia, z miejscem na własne notatki? Otóż to. Oczywiście, że nie tylko. Zwłaszcza, gdy mamy do czynienia z „Astrocalendarium”, w którym to znajdziemy dużo więcej. W roku 2012 panował w Astrocalendarium Merkury – tym razem padło na Jowisza. Jako przysłowiowy rentgen 2015 roku, pokaże nam co przyniesie nowy rok, na podstawie wpływu ciał niebieskich, w tym Księżyca, na życie każdego człowieka A to i tak nei wszystko. Tranzyty planet, horoskopy dla osób spod każdego znaku, ekliptyki, ingresy planet, fazy i przebiegi księżyca, to tylko jedne z nielicznych informacji, które tutaj. Które dni będą szczególnie wskazane do pracy intelektualnej? Kiedy można spodziewać się przypływu gotówki? Na kiedy zaplanować większe inwestycje? A co ze związkiem? To i jeszcze więcej zawiera w sobie ta mała książeczka, na pozór wyglądająca, jak zwykły kalendarz. Nie jest może ona porywająca, ale muszę przyznać, że to właśnie dzięki niej dowiedziałam się, że naszym życiem kierują głównie planety, a dzięki czasem odważnym planom można to życie ułożyć według własnych upodobań i priorytetów.

Szczerze powiedziawszy podeszłam do całości dość sceptycznie. Mimo, że lubię czytać horoskopów, jednak nie znaczy to, że od razu w nie wierzę. Poza tym większość astrologicznych przesłanek i przekazów napisane są językiem może i prostym, ale mimo to trudnym do zrozumienia. Aspekty, czy domy horoskopowe to dalej dla mnie czarna magia, której nie umiem pojąć, mimo, że spędziłam nad nimi sporo czasu. Widocznie nie jest to dziedzina dla każdego i właśnie, dlatego wiem, że jeśli chodzi o koniunkcje planet i inne astrolog izmy to nie czuję się w tym najlepiej. Spodobały mi się za to fazy księżyca, o których z wielką chęcią i przyjemnością się zaczytywałam, porównując przy tym zawarte w kalendarzu wykresy.

„Astrocalendarium” to na pierwszy rzut oka kalendarz, jak kalendarz. Wszystko w nim jest przejrzyste i czytelne. Nie ma problemu ze znalezieniem potrzebnych rzeczy. Z pozoru każdy jest taki, jak cała reszta. Jednak ten ma w sobie coś jeszcze. Mapy gwiezdnych przestrzeni, horoskopy, wróżby i cała masa innych, i coraz to ciekawszych rzeczy, które każdemu fanatykowi z pewnością się spodoba i będzie służyć przez długi, długi czas. Możliwe, że większość wykorzysta go po prostu, jako miejsce do notatek, czy też zaznaczania ważnych spotkań przy konkretnym dniu. Pozostali, a mam tutaj na myśli fanatyków astrologii, nie będą potrafili się od niego opędzić. Będzie im wiernie służyć, nie tylko, jako notes, ale w dodatku wykaz przebiegu planet, horoskop, czy inne „magiczne” kompendium.

Czy polecam? I tak i nie, ponieważ z jednej strony jest to faktycznie pewna odmiana od klasycznych kalendarzy i notatników. Zwłaszcza, że nie jest to ani kalendarz, ani poradnik astrologiczny, a raczej cos pomiędzy. Z drugiej zaś niekoniecznie, bowiem nie różni się praktycznie niczym od poprzednich wydać, które miałam okazję zobaczyć, przejrzeć, bądź osobiście zakupić. Może tylko okładka bardziej przyciąga wzrok. No i jeszcze o tyle, że wpływ „przewodniej” planety ulega zmianie. Cała reszta jest praktycznie wzorowana na poprzednich wydaniach, łącznie z układem linii. Połączenie tego wszystkiego całość wyszło całkiem przyzwoicie i z pewnością przyda się niejednej osobie w różnych sytuacjach, w ciągu całego tego roku, ja jednak wrócę do klasycznych wydań kalendarzowych.
Miasto Recenzji © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka