Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dom Wydawniczy Rebis. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dom Wydawniczy Rebis. Pokaż wszystkie posty

Recenzja: "Paryski szyk. Podręcznik stylu" - Ines de la Fressange, Sophie Gachet


Tytuł: Paryski szyk. Podręcznik stylu.
Autor: Ines de la Fressange, Sophie Gachet
Wydawnictwo: Rebis
Wydanie: 2013-06-15
ISBN: 978-83-7510-892-7
Objętość: 239
Cena: 69,90 zł

Moja ocena: 8/10 pkt.
Szufladka: Godna polecenia.

Która z nas nie chciała być podziwiana? Chyba każda. Od dawna wiadomo, że nie tylko urodą i wyglądem fizycznym człowiek może „zabłysnąć”, ale także dzięki odpowiednio dobranej garderobie. W końcu strój jest wizytówką człowieka, toteż warto zadbać o to, by wszystkie nasze stroje były odpowiednio dobrane i, by obyło się bez modowego „foux pas”.

Właśnie dlatego powstał „Paryski szyk. Podręcznik styl”. Co ważniejsze – nie jest to zwykły, nudziarski podręcznik, ale tętniąca barwami i fotografiami książka opowiadająca o tym, co zrobić, by wyglądać zawsze bosko – jak prawdziwa paryżanka – i to za małe pieniądze.

Zanim jednak do treści przejdę muszę się Wam trochę pozachwycać nad samą oprawą – zwłaszcza, że jest nad czym. Już na samym wstępie należą się wielkie brawa za to, gdyż skórzana oprawa ze złotymi zdobieniami nadaje książce wspaniałe pierwsze wrażenie. Dodając do tego samą formę papieru, to już w zupełności. Mogłabym się wiecznie nad nią zachwycać i przyznaję, że nawet monotonia jednej barwy mi nie przeszkadza. Za to „w środku” książką aż tętni życiem. Masa kolorów, różnorakich czcionek i fotografii, potrafi namieszać w głowie – ale niekoniecznie negatywnie! Mi osobiście się bardzo podoba pod względem wydania. Jedyny „minus” to cena – bądź, co bądź nie każdy może sobie pozwolić na wydanie takiej sumy na książkę, a szkoda. Osobiście unikam takich pozycji, jeśli chodzi o cenę, skupiając się na tych tańszych (no, chyba, że faktycznie coś mi wpadnie w oko i zacznę daną sumę odkładać).

A co z treścią? Cóż, przyznaję, że nie jest to typowy „podręcznik”. Pierwsza moja myśl, po zajrzeniu do środka „A to jest w ogóle dla dorosłych, czy dla dzieci?”. Dlaczego? Ponieważ od razu w oczy rzuciła mi się grafika przesycona obrazkami śmiesznych kolorowych postaci. Myślałam nawet, że się do nich nie przyzwyczaję, jednak, gdy dobrnęłam do drugiego rozdziału, to ledwo zwracałam na nie uwagę, tak wkręciła mnie treść. W „Paryskim szyku” znajdziemy wszystko dotyczące stylu paryżanek. „Co zrobić, żeby się nosić, jak paryżanka?”, „Jak nie popełnić modowego foux pas?” „Co z dodatkami?” to tylko kilka z miliona pytań, na które odpowiedzi czekają w środku. A to i tak nie wszystko. Dlaczego? A dlatego, że druga część pozycji skrywa prawdziwe tajemnice Paryża – opisy butików, najciekawszych miejsc, czy kawiarni i restauracji to tylko kilka z nich. Według mnie to nawet ciekawe, chociaż mi osobiście pewnie się nawet nie przyda. Dlaczego? Ponieważ nie bywam w Paryżu i nawet mnie tam nie ciągnie, a już przede wszystkim nie po to, żeby kupować ubrania za miliony – ale jako przewodnik po ciekawych restauracjach, to nawet, nawet…

„Paryski szyk. Podręcznik stylu” to można powiedzieć kompendium modowej wiedzy w pigułce. Książka jest naprawdę ciekawa i warta przeczytania – zwłaszcza dla osób interesujących się modą. Po lekturze sama wyniosłam kilka ciekawych trików, które obecnie stosuję – a co istotniejsze, chyba bardziej zaczęłam przejmować się swoim wyglądem i doborem ubrań. Czy polecam? Oczywiście, że tak. Nie tylko osobom, które interesują się modą, ale i dla tych, którzy planują w przyszłości wybrać się do miasta zakochanych – dla nich to będzie fantastyczny przewodnik po ciekawych zakątkach Paryża.

PS. Na stronie Empiku zauważyłam nawet, iż w planach jest wydanie "Terminarza 2014" - pełnego  porad związanych z najnowszymi trendami mody, stylu i urody autorstwa znanej modelki Ines de la Fressange i dziennikarki „Elle” Sophie Gachet, autorek Paryskiego szyku -> Kto wie, może i ja się skuszę ;) A Wy?

Za egzemplarz dziękuję Domu Wydawniczego Rebis

Recenzja: "Paryska dieta" dr Jean Michel Cohen


Tytuł: Paryska dieta
Autor: dr Jean Michel Cohen
Wydawnictwo: Dom Wydawniczy Rebis
Wydanie: 2013-07-23
ISBN: 978-93-78-18442-3
Objętość: 288
Cena: 39,90 zł

Moja ocena: 9/10 pkt.
Szufladka: Wspaniała.

Wielu z nas ma problem z akceptacją samego siebie. Głównie ten problem tyczy się niestety kobiet. Wszystko to jest efektem dzisiejszych „standardów”, jakoby zgrabna sylwetka dla wielu oznacza rozmiar 36. Płaski brzuch, pozbycie się nadmiaru tłuszczu, zgrabna lub wysportowana sylwetka, czy chociażby powrót do starej wagi – oto, do czego dąży wielu z nas. Dążenia te równają się wielu godzinnym treningom, szaleńczym, a niekiedy nawet katorżniczym dietom, lub masom wyrzeczeń.

Może i w niektórych przypadkach dają one cudowne efekty, ale na pewno nie w większości. Zwłaszcza, jeśli dodać do tego owe „wyrzeczenia” w dobie XXI wieku – świecie fast food’ów – bardzo łatwo wtedy o znany i znienawidzony przez wszystkich efekt jo-jo. Dlatego też dietetycy, (ale i nie tylko) prześcigają się w tworzeniu i wydawaniu różnorakich cud-diet, któryby mogły temu zapobiec. Powszechnie na świecie znana była dieta Ducana, która okazała się szkodliwa dla zdrowia i prawidłowego funkcjonowania organizmu. Dlatego też przyszedł czas na dietę paryską – stworzoną przez dr Cohena – człowieka, który wygrał z Ducanem w sądzie o zniesławienie.

„Paryska dieta” to stopniowy i rzetelny program prowadzący do trwałej utraty wagi. Czy niesie ze sobą efekt jo-jo? Ponoć nie, ale czy tak jest naprawdę to będę mogła Wam powiedzieć dopiero za jakiś czas, gdyż sama owej diety postanowiłam spróbowana własnej skórze. Dieta Cohena składa się z trzech poziomów: Cafe, Bistro oraz Gourmet, w których nie chodzi o stosowanie diety ekstremalnej. Tutaj wszystko przedstawione jest indywidualnie dla każdej osoby w zależności od jego fizyczności, psychiki oraz istotnych czynników kulturowych. Oparte na zwyczajach i preferencjach żywieniowych typowych dla paryskiego stylu życia, proste, i pożywne dania są smaczne i stanowią źródło wszystkich niezbędnych wartości odżywczych, nie dostarczając jednocześnie nadmiaru kalorii.

Gdy tylko wzięłam do ręki ową pozycję, od razu zauważyłam, jak bardzo się różni od tych wszystkich wariackich poradników z dietami. To prawda – jest poniekąd poradnikiem, jak zdrowo się odżywiać, by zyskać zamierzone efekty. Mimo to, w odróżnieniu od całej reszty ta pozycja naprawdę sporo zyskała w moich oczach. Dlaczego? A dlatego, że przez większość swojej treści autor nie zachwyca się i nie rozwodzi nad faktem, że ta dieta „jest lepsza od innych, bo…”, albo, że jest „jedyna w swoim rodzaju – i nie warto patrzeć na inne”. Tutaj ważny jest człowiek i jego potrzeby. Wszystko wyjaśnione po kolei ze szczegółami, podzielone na odpowiednie działy w zależności od miejsca spożywanego posiłku, jak i pory jedzenia.

Już sama okładka daje do myślenia. Prosta nieskomplikowana – tak samo, jak treść. W dodatku po raz pierwszy prosta grafika zupełnie mi nie przeszkadza, mimo znienawidzonego przeze mnie „pustego” tła. Poza tym grafika dobitnie pokazuje, że nie trzeba się zbytnio ograniczać, by zachować zgrabną sylwetkę – i możliwe jest, więc, że to właśnie jest motto „Paryskiej diety”. Jedynym minusem, to fakt, że z miejsca nie mogę powiedzieć, czy faktycznie jest aż tak skuteczna, bowiem dopiero, co zaczęłam ją stosować, tak jak i to, czy występuje efekt jo-jo.

Chcąc nie chcąc ukochałam sobie tę pozycję i zagorzale polecam każdemu. Jeśli okaże się, że wrócę do swojej starej wagi, (którą utrzymywałam długie lata treningami, a które musiałam przerwać w wyniku kontuzji), w trakcie jej stosowania, to od razu was o tym powiadomię i chyba będę ją wychwalać ponad niebiosa. Najlepszym w tej pozycji jest to, że autor nie przedstawia nam jedynie suchych faktów, co zrobić, by wyrobić sobie wspaniałą sylwetkę, ale fakt, że większość treści zajmują wspaniałe i smakowite przepisy na nad wyraz zróżnicowane potrawy (mniej lub bardziej wykwintne). Tutaj każdy znajdzie coś dla siebie nie tylko pod względem gustu, ale i okazji. W dodatku muszę przyznać, ze w trakcie ich przeglądania mi samej ślinka wręcz leciała i prawie od razu musiałam się zabrać za przygotowanie niektórych z nich. Efekt – wyśmienity i smakowity!

Dzięki „Paryskiej diecie” zdobyłam się na odwagę, by wreszcie się wziąć za siebie bez zbędnych wyrzeczeń, a mimo to na poważnie. W tym wypadku obie strony są zadowolone – moja waga powoli zaczyna spadać, a ja cieszę się różnorakimi smakołykami. W dodatku moja dieta została urozmaicona o niektóre nowinki i przepisy wynalezione właśnie w tej książce. Polecam każdemu, kto ma ochotę poprawić swoją samoocenę i wygląd bez stosowania katorżniczych diet.

Za tę wspaniałą pozycję dziękuję Domowi Wydawniczemu Rebis!

Recenzja: "Wywiad z wampirem" Anne Rice

Tytuł: Wywiad z wampirem
Autor: Anne Rice
Wydawnictwo: Rebis
Wydanie: 2013-06-04
ISBN: 978-83-7301-686-6
Objętość: 400
Cena: 35,90 zł

Moja ocena: 9/10 pkt.
Szufladka: Wspaniała.

Wampiry. Dzisiaj są już niemal na porządku dziennym. Praktycznie nie ma powieści, w której te magiczne – no, może nie magiczne, ale krwiożercze – stwory nie byłyby chociażby wątkiem pobocznym. Świat wręcz wariuje na ich punkcie. Zwłaszcza, gdy światło dzienne ujrzały powieści pani Meyer. Co w nich takiego fenomenalnego? Sama nie wiem – zwłaszcza, że osobiście znam wiele o wiele lepszych pozycji. Między innymi dzisiaj opowiadana, a przez wielu już zapomnianą…, Ale za nim o niej, to może krótka informacja o autorce już Wam podpowie, co mam na myśli.

Anne Rice to pisarka znana głównie przez pisanie literatury grozy. Na świecie zasłynęła, dzięki „Kronikom wampirów”, które nie tylko obiegły niemalże cały świat, ale stały się tez fenomenem zwłaszcza pod kątem gotyckiej subkultury. Pierwszy tom, to dzisiaj omawiany „Wywiad z wampirem”, który swój początek miał dość odmiennie, jak na tego typu powieści. Chodzi mi o to, że pewnego dnia Anne po prostu sięgnęła do szuflady, w której znalazła opowiadanie o wampirze opowiadającym w wywiadzie o swoim ciężkim nieśmiertelnym życiu. Zaczęła je rozwijać. Nadała głównemu bohaterowi imię Louis i zaczęła rozwijać wątek jego śmiertelnej przeszłości. Tak powstała cała tajemnicza, acz ciekawa historia, która przerodziła się w niemały fenomen czytelniczy.

„Wywiad z wampirem” powstał już w roku 1976, jednak po wielu odnowieniach, wznowieniach i tym podobnych zabiegach w czerwcu tego roku ujrzał na nowo światło dzienne – mogłabym nawet powiedzieć, że odrodził się z popiołów w zupełnie owej i o wiele lepszej (głównie graficznej) formie.

Opowiada historię pewnego arystokraty z Luizjany, który opowiada dziennikarzowi o swojej podróży przez życie i nieśmiertelność. Zmieniony przez Lestata, a jedyną jego towarzyszką jest Claudia - ukochana kobieta zaklęta w ciele dziecka. Łączy ich chęć poznania podobnych sobie istot i zajadła nienawiść do własnego stwórcy - Lestata. Nasyciwszy się zemstą, Louis i Claudia wyruszają na wyprawę do Europy, by znaleźć swoje miejsce i odpowiedzi na nurtujące ich pytania. Spotkany w Paryżu Armand wprowadza ich w społeczność wampirów…

Gatunkowo jest to nie tyle powieść fantastyczna, co gotycka. Gdyby jednak wmieszać w to tematykę wampirów, to już na samym wstępie muszę przyznać, że wampiry z powieści pani Rice nijak się mają do dzisiaj wydawanych powieści.

W tytułowym „Wywiadzie z wampirem” nie tylko sama akcja nakręca czytelnika, ale i bohaterowie. Wszystko ma swoje wyjaśnienie, a mimo to autorka potrafi nadać nie tylko tępo, ale i niezwykłą tajemniczość powieści. Jedno wydarzenie nakręca drugie, aż chce się czytać. To samo się tyczy bohaterów, – mimo, że fikcyjni, to chwilami wydaja się nad wyraz realistyczni. W dodatku są naprawdę dobrze dopracowani – ich charaktery i odmienność względem siebie jest niekiedy nad wyraz widoczna.

Jedyną ujmą w honorze tej powieści jest nie styl, czy język, bowiem ten, którego używa autorka jest naprawdę przyjemny w czytaniu. Potrafi wciągnąć. Przykro się jednak patrzy na fakt, że pomimo wielu wydań, poprawek, czy wznowień książka jest pełna błędów. Stylistycznych, interpunkcyjnych i bóg jeden wie, co jeszcze. Powtórzenie goni powtórzenie, a aż ze zgrozą spojrzałam na powieść, gdy zobaczyłam w niej… błędy ortograficzne. Co prawda było ich zaledwie dwa i powiedziałam sobie, że w dzisiejszej dobie komputerów nawet najlepszym może to ujść płazem, jednak mimo to warto spojrzeć na to z drugiej strony – dla wprawnego oka może to się zakończyć tak, że przerwie czytanie, gdyż uzna, że jest nie warta spędzanego przy niej czasu. A to jest wielki błąd…

Książka jest naprawdę warta nie tylko ceny, czasu nad nią spędzonego, ale i miana bestselleru. Nie jest to „Zmierzch” czy „Wampiry z Morganville”. Nie jest to nawet ekranizacja tejże powieści – to jest zdecydowanie lepsze, ciekawsze i bardziej porywające. Do tej pory miałam okazję zobaczyć jedynie film i teraz naprawdę żałuję, ze go widziałam. Tutaj wszystko rozgrywa się o wiele barwniej i ciekawiej. Osobiście nie żałuję ani chwili i wiem, że gdy tylko będę miała taką możliwość porwę i pochłonę kolejny tom, licząc, że będzie tak samo wspaniały i owocny w akcję, jak ten.


Za możliwość poznania i przeczytania powieści dziękuję Wydawnictwu Rebis!

Recenzja: "Dar Wilka" Anne Rice


Tytuł: Dar Wilka.
Autor: Anne Rice
Wydawnictwo: Rebis
Wydanie: 2012-01-01
Tom: I
ISBN: 978-83-7510-905-4
Objętość: 520
Cena: 35,90 zł

Moja ocena: 9/10 pkt.
Szufladka: Świetna.

Co byście powiedzieli na trochę horroru? Gotyckiego w dodatku? Zainteresowani? Jeśli tak, to zaciekawi was kolejna powieść autorki bestsellerowego „Wywiadu z Wampirem”. Nie jest to przypadkowe nawiązanie do gotyku, bowiem „Dar wilka” jest nim wręcz nasycony, jednocześnie szaleńczo wciągający w ten tajemniczy i co tu dużo mówić nietypowy świat.

Książka opowiada o losach Reubena - „Słonecznego Chłopca”, lokalnego reportera, którego zadaniem jest napisać reportaż o jednej z miejscowych rezydencji. Wszystko zaczyna się na pozór niewinnie. Ale to tylko na pozór, bowiem to właśnie w tym miejscu mężczyzna zostaje ugryziony przez tajemnicze zwierzę. Zwierzę, które jak się okazało było wilkołakiem. Reuben wkrótce potem doświadcza przemiany, a na domiar złego otrzymuje nietypowy [a zarazem tytułowy] – wilczy dar, który jednocześnie fascynuje, jak i przeraża. By móc zgłębić swoją nową naturę i tajemnicę się z niej wywodząca wyrusza w podróż pełna przygód i czyhających na każdym kroku niebezpieczeństw.

Już sama okładka przykuwa wzrok. Nie wspominając już o fakcie, że idealnie wręcz oddaje temat i charakter powieści. Groza i tajemniczość aż się z niej wylewają [może bardziej to drugie, ale mimo wszystko jest zauważalne]. Zresztą, jeśli patrząc na grafikę, to na ogół powieści pani Rice są nie tyle specyficzne, co strasznie przykuwające wzrok.

Po przeczytaniu „Daru Wilka” stwierdzam, że coraz bardziej popadam w manię zdobywania i czytania książek pani Rice - ale czemu tu się dziwić, skoro autorka pisze tak porywająco, realistycznie, a w dodatku z takim zapałem, który widoczny jest już od samego początku. To samo się tyczy budowanego napięcia, gdzie punkt kulminacyjny aż wstrząsa czytelnikiem i niepewność, a równocześnie szaleńcza ciekawość aż obezwładnia i trzyma do samego końca.

Anne Rice to autorka ponad 30 książek, w większości o podobnej tematyce. Widać, że autorka bardzo dobrze czuje się w horrorach, czy nawet fantasy – wystarczy spojrzeć na niesamowity sukces jednej z jej serii o wampirach. Wiadomo – wiele książek powstało już o podobnej, jeśli nie prawie identycznej tematyce, lecz mimo to w tej jest coś odmiennego. I nie mam na myśli tutaj głównego bohatera, ale raczej jego przygody. Jedyne, co mi się nie spodobało, to chyba sam główny bohater. Jakoś nie przekonał mnie swoją osobą na tyle, bym go polubiła. Fakt, dziać się działo, ale jego charakter, zachowanie i cała otoczka wokół jego osoby chwilami drażniła.

Co mnie zaś zdziwiło? Dodanie wątku miłosnego, który moim zdaniem nie był tutaj aż tak konieczny. Osobiście rozegrałabym to inaczej, ale widocznie autorka miała konkretne powody by wykreować wszystko tak, a nie inaczej. Poza tym każdy z nas ma świadomość, że wilkołaki, wampiry i cała reszta z romansem w tle tylko dodaje animuszu i dodatkowej akcji, na która czytelnicy właśnie czekają… No, cóż – na pewno znajdą się tacy, którzy powiedzą, że był to świetny pomysł.

Obok takich powieści nie można przechodzić obojętnie. Styl i język wręcz idealny, widać, że powieść nie była pisana w pośpiechu, jak to bywa w dzisiejszych czasach – byleby zarobić i zyskać popularność. Książki pani Rice mają duszę. A „Dar Wilka” już w szczególności. Bez bicia się przyznaję, że pochłonęłam ja w jeden wieczór – aż żałuję, że nie dawkowałam sobie tej przyjemności w większym stopniu, chociaż nie wyobrażam sobie stopowania siebie samej w czytaniu przy tak wkręcającej i szybko się toczącej fabule.

„Dar Wilka” mogę polecić każdemu fanatykowi gatunku, oraz powieści Anne Rice. Jakby się zastanowić to każdy znajdzie w nim coś dla siebie. Horror, śmierć, gotyk, fantastykę, a nawet miłość. Mieszanka wybuchowa? Niekoniecznie, ale jeśli ktoś tak uważa to radzę mu się na własnej skórze przekonać, że warto spędzić z książką trochę czasu. Sama wręcz nie mogę się doczekać, czy dopadnę w swoje ręce inne powieści autorki.

Za możliwość poznania warsztatu pisarskiego pani Rice dziękuję Portalowi Kostnica!

Recenzja: "Pisane krwią" Chelsea Quinn Yarbro


Tytuł: Pisane krwią
Autor: Chelsea Quinn Yarbro
Wydawnictwo: Dom Wydawniczy Rebis
Data wydania: 2012-06-01
Tom: V
ISBN: 978-83-7510-605-3
Objętość: 696
Cena: 45,90

Moja ocena: 8/10 pkt.
Szufladka: Godna polecenia.

Saint-Germain. Hrabia. Kojarzy ktoś? Nie? Zapewne są tutaj tacy, którzy doskonale wiedzą, o kogo chodzi. Zwłaszcza, że nazwisko to pojawiło się również w innej powieści niż ta, którą obecnie recenzuję. Za to całej reszcie mogę tylko powiedzieć, że mam tutaj na myśli głównego bohatera serii książek autorstwa Chelsea Quinn Yarbro. Opowiada historię rosyjskiego hrabi, który jest… wampirem. Tak moi mili. Wampirem. Ale nie byle jakim. Ma on, bowiem do wykonania pewną misję, która może przysporzyć mu kłopotów, jak i wrogów.

„Pisane krwią” to już kolejny, piąty tom przygód Sain-Germania. Pośród jego szaleńczych i jakże porywających przygód nie mogło również zabraknąć płomiennego romansu z młodziutką malarką. Konkretów fabuły wolałabym wam nie przytaczać, ponieważ wiem, że nadmiar faktów zniechęca do czytania, ponieważ książka tym samym staje się „przewidywalna”. Dlatego też mam zamiar bardziej skupić się na pozostałych aspektach.

Przygody hrabiego wampira to potencjalnie powieść grozy, zwana potocznie, jako horror. Ja bym tego tak nie nazwała. Może i nie ma tam sielanki, a niektóre wydarzenia porywają do reszty, to mimo to do horroru czegoś tam brakuje. Nie jest na tyle przerażająca i naładowana napięciem, by taką „tabliczkę” można by z czystym sercem do niej podczepić. Przynajmniej ja uważam, że za mało jest tutaj dramatyczności i momentów, gdzie nerwy aż się o siebie ścierają ze strachu i niepewności. Ale mimo to całość ciekawie ubrana i dopracowana. Dzięki temu nie trzeba przedzierać się przez pozostałe tomy by zrozumieć, co się dzieje w powyższym. I do jest zdecydowany plus, zwłaszcza, że rzadko, kiedy taki zabieg jest sprawnie wykonany w przypadku kilkutomowych powieści. A tutaj proszę bardzo. Ktoś ma ochotę na „Pisane krwią”, albo zwyczajnie dostał książkę w prezencie? Nic strasznego, bowiem bez strachu można się za nią zabrać, nie martwiąc się, ze się czegoś nie zrozumie. Przyznaję, że sama zastosowałam ten zabieg i nie żałuję, – mimo, iż pierwsze trzy tomy posiadam [uwielbiam wyprawy do Taniej Książki] i aktualnie poluję na czwarty. Szkoda tylko, że tak, jak same opisy i fabuła jest dobrze zgrana, to gorzej wypada to w przypadku bohaterów. Nie wszystkich oczywiście, ale zawsze. Chodzi mi o to, że co poniektórzy nie są do końca dopracowani i tym samym przedstawieni wystarczająco szczegółowo. Niestety z tym fantem nie da się za wiele zrobić, a szkoda. Kilku rzeczy trzeba się niestety domyślać, ale nie jest to aż tak znowu częste i uporczywe. Jedynie, co, to mogę żywić szczerą nadzieję, że w kolejnych tomach [o ile się pojawią oczywiście] autorka to nadrobi i jeszcze niejednokrotnie zaskoczy – pozytywnie oczywiście.

Styl i język pani Yarbro jest dość specyficzny – w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Od początku próbuje wciągnąć czytelnika w zawiłą i jakże wielowątkową historię Saint-Germaina. Nie bawi się w lanie wody. Od razu przechodzi do rzeczy. I za to należy jej się moje uznanie. Nie lubię czytać o jednym i tym samym przez kilka stron, przez co fabuła wydaje się szalenie monotonna i zwyczajnie nudna. Tutaj nie ma czasu na nudę. Wszystko dzieje się w zawrotnym tempie, dzięki czemu książka wciąga bez reszty.

Gdybym miała coś napomknąć o okładce, to mogę z góry przyznać, że jest idealna. Jak mało, która, oddaje całą osobowość powieści. Zwłaszcza, że już na pierwszy rzut oka można założyć, w jakich czasach rozgrywa się akcja. Poza tym przytłumione kolory i ciemne tony nadają jej odrobinę mroku i tajemniczości. Szczerze powiedziawszy to okładki tej serii szalenie przypadają mi do gustu, tak samo, jak inne wydania okładek pochodzące z Wydawnictwa Rebis – mam tutaj na myśli chociażby powieści pani Anny Rice, gdzie grafika jest tworzona na ten sam wzór, co ta.

Poza tym jakiś większych zażaleń, czy zachwytów do tej części nie mam. Wiem jednak, że z pewnością jeszcze nie raz do niej powrócę. „Pisane krwią” mogę polecić każdemu fanatykowi historii, tajemniczych faktów i wydarzeń przeplatanych z masą zagadek. No i oczywiście każdemu fanowi wampiryzmu. Bezapelacyjnie. Mogłabym się pokusić o stwierdzenie, że przekona ona nawet najbardziej wybrednych, ale wiadomo są gusta i guściki. Dlatego też dalszą ocenę mogę pozostawić Wam samym i oczywiście czekać na Wasze wrażenia.

Za możliwość poznania losów hrabiego-wampira dziękuję portalowi Kostnica.com.pl !
Miasto Recenzji © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka