Przyszła sobota, przyszedł czas na kolejne spotkanie w ramach akcji "Poznań w Matrasie". Tym razem padło na panią Joannę Opiat-Bojarska oraz pana Roberta Ziółkowskiego. Na pozór, jak ogień i woda - całkowicie odmienne persony, piszące odmienne względem siebie [gatunkowo] powieści. I co z tego wyszło? Niesamowite i pełne wrażeń spotkanie. Zanim jednak o nim samym, to trochę o samych autorach:
Joanna Opiat-Bojarska - mieszkająca w Poznaniu absolwentka poznańskiej Akademii Ekonomicznej. Część życia spędziła w Gnieźnie. Zadebiutowała w październiku 2011 powieścią obyczajową "Kto wyłączy mój mózg?" polecaną przez Agatę Młynarską i Annę Maruszeczko. To miała być jedyna książka, którą chciała napisać. Niestety wpadła w uzależnienie. Od pisania, oczywiście. Po wydaniu kolejnych powieści obyczajowych "Blogostan" i "Klub Wrednych Matek" wpadła w zbrodnicze towarzystwo. W "Gdzie jesteś,Leno?" zaczęła romans z policją. To namiętne uczucie popycha ją do planowania coraz to nowszych zbrodni. Prywatnie – żona, matka i szczęśliwa właścicielka różowego laptopa. To tylko potwierdza uzależnienie. Na razie jednak nie zamierza się leczyć. Woli zabijać. Autorka: „Kto wyłączy mój mózg?”, „Blogostan”, „Klub Wrednych Matek”, „Gdzie jesteś, Leno?


Co ze spotkaniem, spytacie. A o tym już za chwilkę, za momencik, a może... już? No tak - po co czekać :D To samo sobie pomyślałam w zeszłą sobotę, gdy wręcz na nie biegłam - i nie, nie tylko dlatego, że uciekł mi autobus i próbowałam nadgonić stracony czas. Przyznaję, że tego dnia przygód miałam sporo - najpierw autobus, potem korek na mieście, a na koniec wyczerpane baterie w aparacie. Koniec końców z każdych problematycznych chwil "wybrnęłam" całkiem zgrabnie i dosłownie zmachana weszłam do Galerii. Gdy tylko przekroczyłam próg Matrasa, doszłam do wniosku, że mam jeszcze jakieś dziesięć minut do spotkania, dlatego postanowiłam pokręcić się trochę po księgarni - jak na każdego "normalnego" bloggera przystało - i poszukać nowych pozycji do zakupu.
W pewnej chwili wpadłam na genialny pomysł przejrzenia powieści w.w. autorów - ze spora chęcią zakupu. Jakże więc wielkim moim zdziwieniem był fakt, iż w całej księgarni nie było ani jednak pozycji pana Ziółkowskiego i pani Opiat-Bojarskiej! Ja, jak to ja, oczywiście musiałam się podpytać sprzedawców, dlaczego. Dowiedziałam się tylko tyle, ze aktualnie nie maja ich na stanie - niestety. Szczerze? Spory minus, zwłaszcza, że tego samego dnia z autorami odbywało się spotkanie autorskie, po którym można by podpisywać zakupione egzemplarze. Czy się zawiodłam? Owszem - i to bardzo. W dodatku uważam, że wystawienie takowych pozycji w czasie spotkania jest może nie tyle dodatkową formą reklamy, co zachęceniem "książkoholików" do poznania autorów powieści w tzw. "realu".
Nie ubolewając dalej nad brakiem książek, postanowiłam znaleźć dla siebie dogodne miejsce, gdyż spotkanie się własnie zaczęło. I tutaj muszę przyznać kolejny minus dla księgarni. Dlaczego? Otóż dlatego, iż ustawienie foteli autorów oraz prowadzącego tyłem do wejścia tylko ogranicza całość. Tydzień wcześniej, gdy ja prowadziłam spotkanie z panią Kawką i panią Januszewską, nasze miejsca były ustawione frontem do gości, oraz wejścia księgarni, przez co więcej osób się zatrzymywało i przysłuchiwało całości spotkania. Tym razem sama siedząc kawałek dalej, widziałam jedynie plecy pani Joanny, prowadzącego i ewentualnie od czasu do czasu w całości pana Roberta - i tylko dlatego, że często obracał się w moją stronę, gdyż w stosunku do reszty był posadzony "bokiem".
.jpg)

Chcąc to wszystko zapamiętać, jak najlepiej zaczęłam najważniejsze fakty notować. Wierzcie mi, jakie wielkie było moje zdziwienie, gdy zapisałam kilka kartek drobnym maczkiem. Nic więc dziwnego, iż zaczęłam ubolewać nad faktem, że spotkanie skończyło się prawie o pół godziny wcześniej, niż planowo. Szkoda, bo miałam nadzieję na jeszcze więcej emocjonujących wypowiedzi. Jedyny plus to fakt, że na samym końcu publiczność była o wiele bardziej "żywa" i chętna do zadawania pytań - również, jeśli chodzi o pracowników księgarni. Jak dla mnie spotkanie wypadło prawie że idealnie, pomimo kilku mankamentów. Ale i tak nie mogę się doczekać kolejnego, naprawdę! I tym razem przyjdę dużo, dużo wcześniej i zarezerwuję sobie miejsce jak najbliżej autorów. ;)
Zazdroszczę C:
OdpowiedzUsuńSzkoda, że u nas takich rzeczy nie robią :(
OdpowiedzUsuńMega zazdroszczę, ale faktycznie, głupio zrobili że zorganizowali spotkanie z autorami książek których nie można u nich dostać...
OdpowiedzUsuńŚwietne wydarzenie, szkoda, że tylko w Poznaniu. Sama bym się wybrała :)
OdpowiedzUsuń