Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Oficynka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Oficynka. Pokaż wszystkie posty

Recenzja: "Wycieczka na tamten świat" Anna i Siergiej Litwinowie


Tytuł: Wycieczka na tamten świat
Autor: Anna i Siergiej Litwinowie
Wydawnictwo: Oficynka
Wydanie: 2011-06-26
ISBN: 978-83-62465-15-6
Objętość: 311
Cena: 35 zł

Moja ocena: 8/10 pkt.
Szufladka: Godna polecenia.

Kto z nas nie lubi od czasu do czasu porzucić te wszystkie paranormale i romanse na rzecz dobrego i wciągającego kryminału, czy sensacji? Chyba każdy od czasu do czasu lubi taką małą odmianę. Jako, że ja jestem osoba chwilami aż za bardzo wybredną, toteż ciężko jest mi taką dobrą „odskocznię” znaleźć. Kryminałów czytałam wiele, ale na pewno nie takich, jak „Wycieczka na tamten świat”.

Powieść została stworzona przez dwójkę rodzeństwa – Annę i Siergieja Litwinów, którzy są autorami ponad czterdziestu powieści, a sami z powieściopisarstwem mają niewiele wspólnego – zwłaszcza Siergiej, który jest elektrykiem. Ich książki są najbardziej popularne w Rosji, gdzie osiągają nakłady milionów egzemplarzy. U nas znając życie nie są rozprowadzane aż na taka skalę, zwłaszcza, że do tej pory praktycznie o nich nie słyszałam.

„Wycieczka na tamten świat” opowiada historię trojga pasażerów, którzy zostają oskarżeni o spowodowanie wybuchu w samolocie. Poszukiwani są nie tylko przez policję i służby specjalne, ale i szalona mafię, mimo, że sami się praktycznie nie znają. Nie wiedząc, jak się zachować postanawiają uciec. A żeby tego było mało w tym samym czasie próbują na własna rękę odpowiedzieć na nurtujące ich pytania oraz dowieść prawdy.

Już na pierwszy rzut okaz widać, że książka wywodzi się z Rosji. Zwłaszcza, gdyby spojrzeć na tło okładki. Mimo wszystko, gdy tylko na nią spojrzałam pierwszym odruchem było zastanowienie się, jakim cudem tytuł ma być powiązany z treścią i okładką. Nie wiedziałam, co bardziej się łączy treść i okładka, a może treść i tytuł? Bo już na pewno nie wszystkie trzy. Nie spodobało mi się to, że już od samego początku coś mi tutaj nie gra. Mimo to zaczęłam czytać w miarę optymistycznie. I dobrze się złożyło, bo im bardziej człowiek się zagłębia w treść, tym bardziej go książka pochłania. Aż dziw mnie bierze, że do tej pory nie powstał na jej podstawie film. A szkoda, naprawdę szkoda. Pokusiłabym się nawet o zastąpienie jakiś czczych historyjek typu „Kac Vegas III”, czy „Człowiek ze stali”, (bez urazy dla wielbicieli), ale które dla mnie są po prostu czcze i nudne.

Również styl i język jest bardzo przystępny i prosty, przez co czyta się znacznie szybciej i przyjemniej. Chwilami zastanawia mnie jedynie fakt, które momenty pisało jedno z rodzeństwa, a które drugie, gdyż niekiedy miałam wrażenie, że faktycznie da się odróżnić ich styl pisarski, ale możliwe to tylko moje wymysły i bujna wyobraźnia. W każdym bądź razie nawet nie mogę się uczepić bohaterów, gdyż są niesamowicie barwni, ani poszczególnych opisów wydarzeń, bowiem nie są ani za długie, ani zbyt minimalistycznie.

Podsumowując książka jest naprawdę dobra i szkoda, że słyszało o niej tak mało osób. Jedynymi minusami to jest przede wszystkim okładka i tytuł, które nie tylko mnie nie powaliły, ale i niezbyt mi pasują do treści. W dodatku (nie chcę tutaj spamować), ale zakończenie było, co najmniej dziwne. Fakt – urwane w środku sceny, to prawda, ale i sama scena jak na finał powieści nie bardzo mi się wydaje na miejscu. Ale cóż, jak już mówiłam – jestem wybredna. W każdym razie tak, czy siak mogę ja polecić zwłaszcza fanatykom gatunku, oraz pozostałym, którzy, jak ja szukają chwilowej „odskoczni” od codzienności.

Za chwile grozy, radości i tajemniczości dziękuję Wydawnictwu Oficynka!

Recenzja: "Wieża sokoła" Katarzyna Rogińska


Tytuł: Wieża sokoła
Autor: Katarzyna Rogińska
Wydawnictwo: Oficynka
Wydanie: 2011-05-01
ISBN: 978-83-62465-14-9
Objętość: 296
Cena: 32 zł

Moja ocena: 6/10 pkt.
Szufladka: Ciekawa

„Piękna młoda Greczynka o imieniu Dymitra marzy o wielkiej miłości. Ma dziewiętnaście lat, jest rozpieszczona i wydaje jej się, że wiele wie o życiu. Kiedy nie udaje jej się zdać egzaminów, oburzeni rodzice postanawiają wysłać ją do pracy. Dymitra trafia na Santorini, by tam pomagać w prowadzeniu pensjonatu. Pewnego dnia poznaje przystojnego Edwarda i jego matkę, turystów z Polski. Zauroczona mężczyzną, zgadza się wyjechać z nimi do Gdańska, by opiekować się chorą żoną Edwarda. Nie wie, że teraz jej los jest już przesądzony. Nie wie, że tego, co ją w najbliższym czasie czeka, nie zobaczyłaby w najbardziej okrutnym filmie…”

„Wieża sokoła” to jeden z wielu znakomitych thrillerów polskiego świata wydawniczego. Przynajmniej tak uważa większość czytelników. Większość, jednak nie wszyscy. Chcąc, nie chcąc ja również należę do tej mniejszej grupy, która ku swojej radości i smutku wynalazła jakieś tam „ale”.

Spoglądając na książkę leżącą na półce w księgarni, przyznaję, że nigdy bym po nią nie sięgnęła. Dlaczego? Opis może i ciekawy, jednak sama okładka mnie zniechęca. Dobrze, może i tematyczna, ale mimo to cos mnie w niej odrzuca. Tak samo jeśli chodzi o bohaterów, a w szczególności ich imiona. Jak nic albo się naczytałam za dużo paranormali i książek młodzieżowych, albo nie wiem co ze mną, że w trakcie czytania mam nie głównych bohaterów, a postacie z takich znanych książek, jak np. „Akademia wampirów” lub „Zmierzch”. W dodatku nijak mi one nie pasują do samego charakteru bohaterów, co też gra na ich minus.

Jeśli chodzi o samą fabułę, to muszę przyznać, ze jest ciekawa. Ciekawa, jednak nie porywająca. To prawda, że autorka potrafi grac na emocjach i czytelnik się nie nudzi w trakcie czytania. Szkoda tylko, że na pierwszy rzut okaz wyłaniają mi się utarte schematy, które można znaleźć w innych tego typu powieściach. Oczywiście rozumiem, że aby odnaleźć się na rynku wydawniczym trzeba napisać coś co zaciekawi czytelnika, a skoro wiadomo, że jakiś schemat zdobywa sporą publiczność, to warto go wykorzystać. Jak dla mnie jednak szkoda, że mało znalazłam tutaj rzeczy, których bym nie wynalazła gdzie indziej. To samo jeśli chodzi o styl autorki. Prosty, nieskomplikowany, nie wyróżniający się zbytnio poza inne thrillery. Podoba mi się za to w jaki sposób autorka ukazała sytuację bohaterki już po wyjeździe. Wtedy według mnie książka dopiero zaczęła mnie ciekawić.

Ogólnie rzecz biorąc książka dobra. Uważam, nawet, że znalazłaby wielu fanów. Może ja sama do nich bym nie należała, ale i tak należą się spore gratulacje i ukłony w stronę autorki. Jeśli ktoś ma chrapkę na ten tytuł, to po prostu musi sam wziąć, przeczytać i się przekonać. Nie poleciłabym jej jednak każdemu, ponieważ mimo to, że osoba może być wielbicielem kryminałów, to tak "wpływająca silnie na psychikę" akcja może być zbytnim ciężarem dla niektórych. No, chyba, że lubicie koszmary nocne.

Za przygodę z bohaterami "Wieży sokoła" dziękuję Wydawnictwu Oficynka!

Recenzja: "Kamuflaż" Ewa Ostrowska


Tytuł: Kamuflaż
Autor: Ewa Ostrowska
Wydawnictwo: Oficynka
Wydanie: 2011-03-01
ISBN: 978-83-62465-04-0
Objętość: 384
Cena: 38 zł

Moja ocena: 8/10 pkt.
Szufladka: Godna polecenia

Ostatnimi czasy miałam ochotę na czytanie thrillerów. Co jest w moim wypadku dość dziwne, zwłaszcza, gdy upodobałam sobie paranormale. Widocznie każdy ma chwile, gdy musi odetchnąć od rutyny i sięgnąć po coś nowego. Na pierwszy rzut trafiła mi się książka pani Ewy Ostrowskiej, pt. „Kamuflaż”.

Już od samego początku wpadła mi w oko. Zwłaszcza pojrzeniu okładki. Mroczna, tajemnicza, a nawet bym powiedziała odrobinę przerażająca. Jak dla mnie idealne zapewnienie, że fabuła nie będzie nudna i monotonna, a wręcz nie da się usiedzieć z nadmiaru wrażeń.

Książka opowiada o losach mieszkańców Nevady. Akcja rozpoczyna się w momencie, gdy sprzed domu ginie synek Barkinsów. Oszaleli z rozpaczy rodzice czekają na reakcję od porywacza. Telefon, wiadomość, cokolwiek. Jednak nic takiego nie ma miejsca. Kilka dni później matka chłopca dostrzega go bawiącego się w piaskownicy. A przynajmniej ma takie wrażenie, bowiem okazuje się, że to tylko ( raczej aż) manekin dziecka w ubraniu chłopca i skalpem włosów chłopca… Cała tą sprawę ma zamiar zbadać detektyw Peters, szeryf Stan Haig i Jennifer Whitaker. Od tej chwili zaczyna się tajemnicza, ale i szalona gra nie tylko o życie chłopca. Pełna tajemniczych zagadek, niebezpieczeństw i masy niepewności…

Przyznaję, że samo wczytanie się w treść z początku szło mi opornie. Powiedziałabym nawet bardzo. Mała czcionka, niby „zwykły początek” a mimo to czułam lekki opór w czytaniu. Nie, nie twierdzę, że powieść jest nudna, co to, to nie. Wręcz przeciwnie. Po owym porwaniu wszystko zaczyna nabierać tempa. Czytelnik od tej pory nie ma prawa do nudy.

Styl i język autorki może nie należy do prostych, ani tez nad wyraz wyszukanych, a mimo to potrafi zaciekawić. Najbardziej przypodobała mi się sama gra na emocjach czytelnika. To narastające tempo grozy i niepewność, co nastąpi za chwilę. Godne szacunku zagrania.

Powieść utrzymana jest w ładzie i porządku. Podzielona na kilka części, które razem tworzą jedną logiczną całość. W dodatku sam przeskok z jednaj części w drugą jest tak naturalny, że ma się wrażenie, jakby się wciąż czytało jednym tchem. Z jednej strony podoba mi się opowieść widziana oczami kilku osób, z drugiej strony niekoniecznie. Dlaczego? Chodzi mi o to, że niekiedy dałam się złapać w czytelniczą pułapkę i pogubiłam się w tym, kto teraz sprawuje pieczę nad opowieścią i kogo przypada kolej na narrację. A szkoda, bowiem właśnie przez to zaczynałam się gubić w fabule i własnych odczuciach. Wybijając się z wydarzeń i zastanawiając nas tym faktem, ciężko było wrócić do momentu, gdzie wręcz nie dało się oderwać wzroku od książki, czekając na kolejne wydarzenia.

Przyznaję, że jest to jeden z lepszych kryminałów, jaki wpadł w moje ręce. A i tytułowy kamuflaż jak dla mnie daje tutaj spora przesłankę. Czytało się szybko i z niemałą ciekawością, ponieważ książka wprost porywa czytelnika, który ma wrażenie, że jest naocznym światkiem tych wszystkich wydarzeń. Polecam każdemu, kto ma ochotę na odrobinę ostrych wrażeń i chce się oderwać od monotonii niektórych powieści. Tutaj nie ma prawa nikt się nudzić. Naprawdę!

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Oficynka!

Recenzja: "Konklawe" Fabrizio Battistelli

Nareszcie kolejna recenzja. Nie wiem, jak wy, ale mnie ostatnio złapało nie dość, ze choroba to na dodatek lenistwo. Może to przez fakt, że właśnie choroba daje mi we znaki, albo fakt, że wracając z praktyk marzę tylko o cieplutkim łóżku i książką na kolanach (co ostatnio było bardzo częstym u mnie zjawiskiem) =) Ale mimo tego stwierdziłam, że czas nadrobić trochę z pisaniem i oto nie przeciągając przedstawiam wam kolejną recenzję:

Tytuł/Cykl: "Konklawe"
Autor: Fabrizio Battistelli
Tom: 1
Wydawnictwo: Oficynka
Rok wydania: 2010-08-13

„O tym, jak to się stało, że Riziero z Pietracuty, młody szlachcic z Romanii, objął poważne stanowisko w Kurii Papieskiej” – takimi słowami rozpoczyna się kolejna już książka znanego profesora socjologii na Uniwersytecie Rzymskim La Sapienza, pana Fabrizio Battistelli. Tym razem nie jest to nic, co ma głęboki związek z socjologią wojskowości, czy administracją, a powieść. Powieść, tylko o czym? O tajemniczej śmierci? Śledztwie? Dzikich romansach? Pościgach? Sekretach? To i jeszcze więcej składa się na brawurową akcję wyrwana wprost z kryminalnego światka.

Cała akcja rozpoczyna się w roku 1739, w przeddzień śmierci Klemensa XII, kiedy to młody Riziero z Pietracuty zostaje wezwany do Rzymu, by objąć stanowisko asystenta w dziale księgowości kurii papieskiej. Dodatkowo staje się również obserwatorem mając na oku watykańskie wydarzenia. Niespodziewanie chłopak staje w obliczu morderstwa. W tajemniczych okolicznościach ginie jego przełożony monsinior Van Goetz. Młody Riziero poprzez splatające się ze sobą różne wydarzenia zauważa, że nikt nie jest taki święty, za jakiego się ma… Postanawia więc rozpocząć śledztwo, by dowieść prawdy, kto stoi za sprawą morderstwa i jakie miało ono związek z tytułowym konklawe, a przecież na każdym kroku czyhają nie tylko liczne przeszkody, ale i niebezpieczeństwa…

Przy tej książce nie da się nudzić. Prędzej, czy później każdy znajdzie coś dla siebie. Tak było też i ze mną. Mamy tutaj narzucającą tempo akcję pełną pojedynków, romansów i scen miłosnych, jak i momenty, w których ukazana jest zwykła praca urzędnika. Fabuła do samego końca owiana jest nutką tajemniczości i napięcia, które mimo wszystko nie dominują. Czasami ma się wrażenie, że zakończenie jest proste i niczym niezaskakujące, a czasami ciężko jest przewidzieć, co się stanie dosłownie w danej chwili. Wszystko to wykreowane jest w sposób ciągły i logiczny, nie mieszając się ze sobą (przede wszystkim wątki), chociaż momentalnie tempo akcji jest na tyle duże, że nie każdemu może to się spodobać.

Sam styl pisania jest przystępny, chociaż momentami uporczywy. Dlaczego? Tak właściwie to ciężko jest coś wskazać. Może fakt, że niektóre słowa, których się praktycznie nie używa w języku potocznym, a takowe się tam przewinęły jak gdyby „wybijały” mnie z rytmu czytania. Poza tym język w miarę prosty, bez jakichkolwiek błędów od strony wydawniczej (ukłony w stronę wydawców).

Jedyne, do czego mogę mieć jakieś większe zastrzeżenia to chyba tylko i wyłącznie bohater. Nie wiem, dlaczego, ale jak dla mnie jest on po prostu sztuczny, a momentami aż za bardzo. Charakter prosty i niczym się niewyróżniający, jednak niekiedy samo zachowanie doprowadzało mnie do lekkiej niechęci a i braku przychylności w jego stronę. Nie sądzę, że takie zamierzenie miał autor i czy ktoś jeszcze tak go widzi, ale ja i owszem.

Mimo tych lekkich niedociągnięć powieść jest warta przeczytania, to na pewno. Z początku czytało mi się ja ciężko, ale potem poszło już z górki. Nie jest to jednak książka, która będzie należeć do moich ulubionych, ponieważ czegoś mi w niej zabrakło, ale mimo tego nie żałuję, że ją przeczytałam. Można ją pochłonąć w jeden wieczór nie tylko ze względu na jej grubość. Jeśli chodziłoby o ocenę, to dałabym 7,5/10 pkt. licząc, że druga część przygód Rizierro wciągnie mnie od początku i będzie bardziej trzymała w napięciu niż obecna...

Książkę otrzymałam od wydawnictwa Oficynka za którą szczerze dziękuję.
Miasto Recenzji © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka