Z cyklu: Stosik na sierpień

Witajcie!
Połowa wakacji za nami. No prawie, bo za mną na przykład nie =) Wybawiliście się? A może opaliliście? Przyznajcie się, kto był zaparty w boju i przeczytał sporo książek. Chętnie posłucham, co polecacie w tym miesiącu!

Ja sama przygotowałam dla Was kolejny stosik. Szkoda jedynie, że nie zdążyłam uwiecznić dorobku zapożyczonego z biblioteki - bo już zdążyłam go oddać, a nie wpadło mi nic nowego w oko tym razem. Ale przy najbliższej wizycie na pewno to nadrobię! Poza tym mam zamiar się wybrać na "male" zakupy pod koniec miesiąca - bądź co, bądź nie odpuszczę sobie, dopóki nie kupię "Niebezpiecznej rozgrywki" Keri Arthur! Już się nie mogę doczekać premiery...

No, ale przejdźmy do stosiku. Po raz pierwszy chyba będzie w większości recenzyjny, ale mimo to w najbliższych miesiącach się odbiję i zaszaleję na zakupach - gdy tylko oczekiwane przeze mnie książki się w księgarniach pojawią x)

Od góry:

1) "W świecie wiatru i wierzb. Wyznania chińskiej kurtyzany" - Anonim -> od wydawnictwa Świat Książki oraz Weltbildu. Jeszcze w tym tygodniu pojawi się jej recenzja.

2) "Zmysłowa gra" - Stephanie Chong -> zakup promocyjny w Empiku z 50% zniżką - swoją drogą mimo, że jeszcze jej nie skończyłam to już uważam, ze jest fenomenalna! Dobrze trafiłam i się nie zawiodłam - polecam!

3) "Martwy w rodzinie" - Charlaine Charris -> recenzyjna od portalu Kostnica.

4) "Pisane krwią" - Chelsea Quinn Yarbro -> j.w - Dopiero zaczęłam, więc póki co ciężko mi ocenić.

5) "Sklepik z niespodzianką. Adela" - Katarzyna Michalak -> od Wydawnictwa Nasza Księgarnia. Swoją drogą nie znając wcześniej tej autorki miałam mieszane uczucia, a się nie zawiodłam! Recenzja na dniach, jak tylko ją skończę.

6) "Zielone jabłuszko" - Izabela Sowa -> j.w. W trakcie czytania - ale wiecie - chyba polubię powyższą serię książek, bo naprawdę przypadła mi do gustu.

7) "Dotyk Julii" - Tahereh Mafi -> Jeszcze nigdy się tak nie czaiłam w księgarni na żadną książkę, jak na tę. Godzina chodzenia po Empiku, kilkadziesiąt razy czytanie okładki, opisów, chodzenie z nią, branie, odkładanie - i tak w kółko, aż w końcu się zdecydowałam!

8) "Sukub" - Edward Lee -> wymiana nakanapie z Enigmą. Swoją droga przejrzałam ją i nie miałam pojęcia, że książka jest aż tak "drastyczna".

9) "Elyria" - Brigitte Melzer -> przedpremierowo od Świata Książki i Weltbildu. Sama nie mogłam uwierzyć w swoje szczęście, że ją mam, ponieważ czekałam na jej premierę z utęsknieniem. Tak więc recenzja jeśli nie w tym to pod koniec przyszłego tygodnia, bo mam wrażenie, że szybko mi pójdzie.

10) "Potem" - Rosamud Lupton -> egzemplarz recenzencki od Świata Książki i Weltbildu. Już skończona. Recenzja niedługo.

11) "Siostra" Rosamud Lupton -> j.w.

Poza tymi mam jeszcze dwie książki, w których się ostatnio zaczytuję:

12) "Neurologia praktyczna" - Antoni Prusiński -> zapożyczone z mojej biblioteki uniwersyteckiej

13) "Neurochirurgia" - Schirmer -> również z mojej biblioteki uniwersyteckiej

Wiem, ze pewnie większości z was taka tematyka nie ciekawi, za to mnie bardzo. W dodatku są bardzo przydatne do mojej pracy licencjackiej, która bądź, co bądź już za niecały rok!

Tak więc w najbliższych miesiącach mam zamiar odpoczywać i czytać, czytać i jeszcze raz czytać! No oprócz kilku dni, gdy to wyjeżdżam. Z góry więc uprzedzam, że nie będzie mnie od soboty przez najbliższy tydzień, ponieważ jadę jako opiekun na wyjazd z moimi dzieciaczkami - podopiecznymi. Postaram się jednak zabrać ze sobą laptopa, a jeśli nie to chociaż przygotować wcześniej kilka recenzji, by blog sam działał pod moją nieobecność xD Na dzisiaj to tyle. Chociaż znając mnie jeszcze dorzucę niedługo jakąś recenzję.

Recenzja: "Delirium" Lauren Oliver


Tytuł:
Delirium
Autor: Lauren Oliver
Wydawnictwo: Otwarte - Moondrive
Data wydania: 2012-04-18
Tom: I
ISBN: 978-83-7515-156-5
Objętość: 360
Cena: 32,90

Moja ocena: 8/10 pkt.
Szufladka: Godna polecenia


Miłość. Dopada każdego z nas. Prędzej czy później. Chwyta w swoje macki, niekiedy potrafi wręcz człowieka opętać. To właśnie ona powoduje różne, dziwne zachowania i wydarzenia. Jest dobrodziejstwem, ale i piętnem. Zależy tylko od tego, jak się na nią patrzy. Niezależnie od wszystkich strasznych rzeczy, do których doprowadza - każdy jej pragnie.  Bo w końcu jak można żyć bez miłości? W czasach głównej bohaterki ten światopogląd się jednak racjonalnie zmienia. Nie ma już miłości, a tylko „amor deliria nervosa” – straszna choroba. Przerażająca i bardzo niebezpieczna. Przynajmniej tak jest postrzegana, przez co wywołuje lęk u każdej żyjącej osoby. Również u Leny – głównej bohaterki powieści Lauren Oliver pt. „Delirium”.

Gdy ją poznajemy jest na pozór zwykłą nastolatką. Niczym się od nas nieróżniącą - lecz to tylko pozory. Dziewczyna nie może się doczekać swoich kolejnych urodzin. Nie, dlatego, że zależy jej na ekstra prezentach, czy też niezapomnianej imprezie. Nie może się doczekać tego dnia, ponieważ to właśnie wtedy przeprowadzony zostanie na niej zabieg, po którym już nigdy się nie zakocha. Już nigdy nic nie poczuje, zwłaszcza tego cudownego ciepła rozchodzącego się na widok ukochanej osoby. Stanie się kolejną osobą, która żyje z dnia na dzień od tak. Zostanie jej wybrany, a raczej narzucony chłopak, przez komisję ewaluacyjną, z którym weźmie ślub i założy rodzinę. Dla nas to się wydaje dziwne, dla nich zaś – normalne. I nic by się takiego nie stało, gdyby Lena nie poznała Alexa – chłopaka, który nie ma zamiaru rezygnować z tak zbawiennego uczucia, jakim jest miłość do drugiej osoby. I to właśnie dzięki niemu zaczęła widzieć świat z zupełnie innych barwach, jednak tamtejszy „rząd” nienawidzi, gdy ktoś im się sprzeciwia…

„Życie nie jest życiem, jeśli się przez nie tylko prześlizgniesz. Wiem, że jego istota polega na tym, by znaleźć rzeczy, które mają znaczenie, i trzymać się ich, walczyć o nie i nie odpuścić.”

Przyznaję, że książka zaciekawiła mnie jeszcze na długo przed jej polskim wydaniem. Zwłaszcza po przyrównaniu jej do fenomenalnych moim zdaniem „Igrzysk Śmierci”. Dlatego tez, gdy tylko podchwyciłam ja w swoje ręce, tak zaczęłam czytać. Jakże wielkim dla mnie szokiem był fakt, że książka nijak nie wzbija się ponad wyżyny wspomnianej przeze mnie już powieści, a co gorsze – bardzo ciężko było mi przebrnąć przez sam początek, który mnie znużył i poniekąd zniechęcił do dalszego czytania. Bądź, co bądź, nigdy nie potrafię od tak porzucić już zaczętej książki, toteż zabrałam się za jej kontynuowanie. Jest takie powiedzenie: „nie oceniaj książki po okładce”. W tym przypadku mogłabym się pokusić o stwierdzenie „nie oceniaj książki po pierwszych 100 stronach”.

„Delirium” po mimo swojego trudnego początku, koniec końców staje się coraz ciekawsza z każda stroną i faktycznie potrafi czytelnika wciągnąć. Bardzo spodobało mi się podejście do tematyki – zwłaszcza, że chyba nie ma powieści, w której miłość byłaby ukazano, jaka straszliwa choroba, która może popaść w epidemię, gdy tylko władze państwa pozwolą na zbyt wielka „samowolkę”. Poza tym duży plus za okładkę – jak dla mnie nie dość, że niekonwencjonalna, to w dodatku idealnie dobrana do tematyki powieści. Fabuła, mimo, że z początku strasznie nużąca, to mimo wszystko ciekawa i dobrze zgrana. Gdybym miała się czegoś uczepić, to na pewno głównej bohaterki, która dla mnie była zbyt monotonna, oraz momentami aż za bardzo przewidywalna. Za to postać Alexa po prostu mnie oczarowała – ogółem za samo bycie i przedstawienie go takim, jaki został przedstawiony. Ale to tylko moje odczucia. Kolejny minus – i chyba już ostatni – to, to, iż „Delirium” zostało przedstawione, jako niepokojący thriller. Jak dla mnie, to żaden z niego thriller, czy takowo podobne. Co, jak co, ale do tego gatunku powieści nigdy bym tej książki nie przydzieliła. Właściwie, to nawet by mi przez myśl nie przeszło, by to zrobić.

Ogółem książka warta polecenia. Z zastrzeżeniem, że początek może się wydawać ciężki, to mimo to radzę się nie zrażać. Ja sama bardzo chętnie sięgnę po kontynuację, by móc się dowiedzieć, jak dalej potoczą się losy bohaterów. Właściwie to na mój gust mało, komu by się ona nie spodobała, a gdyby tak było, to dana osoba musiałaby być niezłym krytykiem – i w dodatku bardzo wymagającym. Na koniec mogę tylko dodać, że bardzo się cieszę, że się nie zraziłam do niej i koniec końców ja wręcz „pochłonęłam”, bo przeżycia i odczucia, jakie się we mnie budziły w trakcie czytania są naprawdę warte zapamiętania – a co ważniejsze, naprawdę dają do myślenia.

Za możliwość odkrywania na nowo cudu miłości dziękuję Moondrive, oraz Wydawnictwu Otwarte!
Miasto Recenzji © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka