Z cyklu: Stosik na lipiec

Zapewne wielu z Was szaleje już na wakacjach. Niekoniecznie poza domem. Ja niestety muszę ze swoimi jeszcze trochę poczekać... Niby uczelnia zakończona już w czerwcu, ale bądź, co bądź czekają mnie w tym miesiącu egzaminy zawodowe (teoretyczny jeszcze zniosę, ale przed praktycznym to się chyba rozchoruję!) no i w dodatku obrona. Tak więc liczę, że za dwa tygodnie będziecie trzymać za mnie kciuki (przyda się, naprawdę!). Chyba potrzebuję więcej wiary w siebie... Póki co popadam w coraz to większą gonitwę myśli.

Plusem tego wszystkiego są upragnione wakacje, które dla mnie zaczynają się dopiero za trzy tygodnie. I się cieszę i mi trochę smutno, że to już koniec szaleństw na uczelni ze znajomymi. Ale liczę na to, że na magisterce pojawią się moje dziewczęta i szaleństwo zacznie się na nowo ;)

Póki co przygotowałam dla Was pierwszy przed-wakacyjny stosik. Czy mały, czy duży - sama nie wiem =) Ważne, że "na bogato" bo niektóre pozycje są dla mnie fenomenalne, a przynajmniej długo wyczekiwane! Od góry:

1) "Świt wampira" - J.R.Rain -> Cudowna kontynuacja mojej ulubionej serii. Egzemplarz od Wydawnictwa G+J

2) "Ja, potępiona" - Katarzyna Berenika Miszczuk -> zdobyta w trakcie szybkiej wymiany z EmilyStrange

3) "Piąta fala" - Rick Yancey -> Niezapowiedziana paczuszka od Wydawnictwa Otwarte. Na pierwszy rzut oka niewinna, za to w tych kilku rozdziałach sporo się... dzieje.

4) "Władczyni snów" - Nina Blazon -> Tak to jest, gdy wpadam na wyprzedaż do Taniej Książki. Efekt? Wielki dylemat, a koniec końców opuszczenie księgarni z książką za bagatela 9 zł.

5) "Mechaniczny anioł" - Cassandra Clare -> efekt wygranej w konkursie u Sheri S. Jeszcze raz bardzo dziękuję!

6) "Strzała Kusziela" - Jacqueline Carey -> Efekt wymiany na LC. Nie dość, że jej efektem była nie tylko książka, to i miłe spotkanie ;D

7) "Królestwo łabędzi" - Zoe Marriott -> kolejna pozycja z wymiany na LC. Szczerze powiedziawszy liczyłam na coś zgoła innego. Póki co książka niedokończona. Porzucona. Czeka na lepsze jutro =P

8) "Wbrew zasadom" - Samantha Young -> egzemplarz od Wydawnictwa G+J. Przyznaję, że już dawno nie czytałam tak fenomenalnej powieści. Zero Grey'a, a w zamian za to niesamowita historia! Wyczekujcie recenzji :D

9) "Wampiry wśród nas. Ukryta prawda." - Konstantinos -> egzemplarz recenzencki od Studia Astropsychologii

10) "Zdemaskowana" - Abby Lee -> otrzymana od Wydawnictwa Otwarte. Recenzja na dniach. Możliwe, ze nawet jutro z rana.

11) "Płukanie ust olejem" - Dr Bruce Fife -> Z tytułu odrobinę niesmaczna, ale cóż. Póki co wypożyczona mamie. Otrzymana, jako dodatek od Studia Astropsychologii

12) "Jak pokonać Alzheimera, Parkinsona, SM i inne choroby neurodegeneracyjne" - Dr Bruce Fife -> również egzemplarz od Studia Astropsychologii. Prawie przeczytana, jednak na recenzję musicie troszkę poczekać.

Coś Wam przypadło do gustu? A może macie chrapkę na którąś z pozycji? Chętnie posłucham =D

Recenzja: "Klątwa tygrysa" Collen Houck


Tytuł: Klątwa tygrysa
Autor: Collen Houck
Wydawnictwo: Otwarte
Wydanie: 2012-03-05
ISBN: 978-83-7515-205-0
Objętość: 352
Cena: 32,90 zł

Moja ocena: 8/10 pkt.
Szufladka: Godna polecenia.

Kto z nas nie lubi tygrysów? Słodkie kociaki, acz niebezpieczne. Z reguły większość zna je z telewizji, wypadów do ZOO, czy cyrku. Rzadko, kiedy są tak istotne, jeśli chodzi o powieści. A przecież te cudowne zwierzęta dorobiły się nawet własnej świątyni w Indiach – kraju, z którego się prawdopodobnie wywodzą. Tak samo, jeśli chodzi o symbolikę. W mitologii tygrys oznacza zarówno nieśmiertelność, odwagę i piękno, jak i gniew, czy chciwość. Tak szeroka gama znaczeń sama z siebie powinna naprowadzać pisarzy do wykorzystywania tego w swoich powieściach. Niestety do tej pory spotkałam się z tą piękna bestią jedynie w bajkach dla dzieci. Szkoda, jak dla mnie? Wielka. Do czasu, gdy nie natknęłam się na niesamowitą powieść pani Collen Houck, pt. „Klątwa tygrysa”.

Już na dzień dobry rzuca mi się w oczy okładka. Wręcz idealnie zgrane połączenie szarości, błękitów z wyodrębnionymi srebrnymi wstawkami. Dzięki temu wszystkiemu nie mogę wręcz oczu oderwać od sylwetki tygrysa wyłaniającej się z cienia. Całości dopełniają szczegółowe wzory pasujące mi pod tematykę indyjską. Póki, co jak dla mnie bomba. Wszystko ze sobą gra i się komponuje.

„Klątwa tygrysa” opowiada historię Kelsey – na pozór zwykłej nastolatki, której nie rozpieszcza los. Marzącej o lepszym życiu. Pracującej w cyrku, lecz nie, jako akrobatka, czy clown, a raczej, jako sprzątaczka i opiekunka białego tygrysa. Pewnego dnia okazuje się, że zwierzak ma zostać sprzedany i wywieziony do Indii, a dziewczyna ma mu towarzyszyć, jako jego opiekunka. Od tej pory życie, Kelsey ulega diametralnym zmianom – nic już nie będzie takie, jak kiedyś, a w dodatku przygoda goni przygodę.

Patrząc na problematykę utworu, to muszę przyznać, ze całkiem jej sporo. W powieści aż się roi od różnorakich tajemnic, przygód, czy wątków romantycznych. Ale to i tak nie wszystko. Jako główną problematykę mogłabym uznać nie tyle poruszany wątek miłosny, co prawdziwa przyjaźń. Wszystko tutaj wydaję się nad wyraz realne i prawdziwe. Może to dzięki stylowi pisarskiemu autorki, a może dzięki tajemniczej mitologii wplecionej w tło fabuły. W każdym razie w trakcie czytania miałam nieodparte wrażenie, że wszystko dzieje się naprawdę a ja jestem w centrum całej fabuły. Autorka z wielką precyzją gra na uczuciach i wyobrażeniach czytelnika, już nie mówiąc o szaleńczych i różnorakich emocjach, które w trakcie czytania wręcz buzują i zmieniają się, jak w kalejdoskopie.

Jeśli chodzi o bohaterów, to przyznaję, że niezbyt przypasowała mi postać samej głównej bohaterki. Być może to właśnie za jej sprawą moja ocena nie jest wybitna. Nie pasowało mi w niej to, że była aż tak przeciętna. Zero indywidualizmu i oryginalności. Typowa postać z powieści dla nastolatek. Typowy wzór. Przez to niektóre sytuacje wydawały mi się logiczne i mało zaskakujące, a nie powinny. Poza tym chyba nie mam zastrzeżeń pod względem bohaterów, czy fabuły. No może tylko tyle, że trochę zawiodłam się na zakończeniu, bowiem liczyłam na zgoła inny finał. Może też nie tyle, co finał, ale koniec pierwszej części.

Przyznaję, że z tą pozycją spędziłam sporo czasu. Nie, dlatego, że mi się nie podobała, a dlatego, że musiałam sobie ją dawkować. Znając mnie zapewne przeczytałabym ją jednym tchem, a potem żałowała, że tak szybko ją skończyłam. Dlatego też postanowiłam podzielić wszystko na takie małe sesje z książką, by przy minimum wysiłku mieć maksimum przyjemności z czytania. I teraz już wiem, że to był strzał w dziesiątkę, bo że warto było się za nią zabrać, to jestem tego pewna i wierzę, że jeszcze nie raz powrócę do tej magicznej powieści.

Za cudowną przygodę prosto z Indii dziękuję Wydawnictwu Otwarte oraz Moondrive!
Miasto Recenzji © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka