Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Bukowy Las. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Bukowy Las. Pokaż wszystkie posty

Recenzja: "Odkrywanie Hobbita J.R.R. Tolkiena" Corey Olsen



Tytuł: Odkrywanie Hobbita J.R.R. Tolkiena
Autor: Corey Olsen
Wydawnictwo: Bukowy Las
Wydanie: 2012-11-28
ISBN: 978-83-62478-86-6
Objętość: 328
Cena: 36,90 zł

Moja ocena: 6/10 pkt.
Szufladka: Ciekawa.

J.R.R Tolkiena zna praktycznie każdy, zarówno dzieci, jak i dorośli. I nie tylko ze względu na „Władcę Pierścieni”, który stal się fenomenem zarówno filmowym, jak i czytelniczym, ale również dzięki „Hobbitowi” – opowieści o młodym Bilbo Bagginsie, która zyskała miano jednej z najpopularniejszych i najbardziej ulubionych książek XX wieku. W dodatku ostatnimi czasy to właśnie „Hobbit” zyskuje na popularności. Dlaczego? Ponieważ pomimo filmu, który do niedawna można było obejrzeć w kinach, to w księgarniach można zauważyć coraz to nowe pozycje na ten temat – zarówno powieści, jak i przewodniki.
Jednym z takich „przewodników” jest „Odkrywanie Hobbita J.R.R Tolkiena” napisana przez pana Olsena.

Na różnorakich portalach czytelniczych i zapowiedziach wydawniczych nie trudno było zauważyć, w jaki sposób owa pozycja została zareklamowana. – Zabawny i wnikliwy przewodnik, mający na celu ukazanie ogółowi czytelników dokładnej i oryginalnej interpretacji tej wspaniałej powieści”. Może i ma to na celu, ale nie uważam, że jest zabawny i nad wyrost wnikliwy. Uważam, że, mimo, iż zwraca czytelnikowi uwagę na niektóre rzeczy, do tej pory uważane za mało istotne, bądź pomijane, to nie wnosi zbyt wiele nowego i szczególnie wyróżniającego go ponad miarę.  Fakt, może i „zabiera nas w pełną przygód podróż przez strony Hobbita, rozdział po rozdziale, ukazując kolejne warstwy opowieści: mroczne pragnienia krasnoludów i wysublimowany śmiech elfów, naturę zła i jego beznadzieję, tajemnicę boskiej opatrzności i ludzkiego wyboru oraz, przede wszystkim, zmiany w życiu Bilba Bagginsa” – tu się mogę zgodzić. Nie jest to jednak coś, co czyta się z niepewnością i szaleństwem. Jest to raczej książka na spokojne wieczory dla osób ciekawskich, a nie rządnych przygód. Wiadomo, nie jest to powieść, a przewodnik, więc każde z nich różni się swoimi prawami. Plusem książki jest fakt, że autor nie zatrzymał się tylko na tytułowym „Hobbicie”, ale poszedł dalej, ukazując również świat przedstawiony z „Władcy Pierścieni”. Uważam, że ten zabieg był bardzo trafny i udany, ponieważ powieści są ze sobą na tyle powiązane, że ich wzajemność pomaga w lepszym zrozumieniu tekstu.

Ogólnie rzecz biorąc uważam, że książka jest ciekawa i spodoba się niejednej osobie. Jeśli chodzi zaś o fanów Tolkiena, to mogę być wręcz pewna, że znajdzie rzeszę fanatyków i wielbicieli. Już samą okładką strasznie przyciąga wzrok czytelnika. Grafika jest na tyle przejmująca, że swoja głębią, wręcz pożera czytelnika i zachęca do zabrania jej ze sobą i poznania bliżej. Jednym słowem – wykończona w każdym calu. Oczywiście nie tylko okłada żyje człowiek, ale mimo wszystko większość z nas jest wzrokowcami – to trzeba przyznać. Dlatego też odpowiedni dobór grafiki jest tak samo ważny jak treść. Zwłaszcza, że musi się komponować z tekstem, co w tym wypadku zostało spełnione.

Styl i język jest taki sam, jak w większości tego typu książek. Może i prosty, lecz chwilami brak akcji daje do wiwatu i potrafi znużyć. Ważne jest jednak to, że autor bardzo dokładnie trzyma się faktów i wydarzeń, które miały miejsce nie dodając, ani zmieniając niczego. Dzięki temu ma się możliwość obejrzenia wszystkiego pod innym kątem i lepszego zrozumienia treści powieści.

„Odkrywanie Hobbita J.R.R. Tolkiena” mogę polecić osobom w każdym wieku – niezależnie, czy to dziecko, czy osoba starsza. Jeśli nie straszne wam ciekawostki dotyczące elfów, goblinów, krasnoludów, czy tytułowych hobbitów, to naprawdę warto po nią sięgnąć. Ja osobiście nie uważam czasu nad nią spędzonego za stracony, co więcej sądzę, że pewnie jeszcze nie raz do niej powrócę, – bo, że warto, to muszę przyznać.

Za możliwość powrotu do fantastyczego świata przedstawionego w "Hobbicie" dziękuję Wydawnictwu Bukowy Las!

Recenzja: "Niepamięć" Jolanta Kosowska


Tytuł: Niepamięć
Autor: Jolanta Kosowska
Wydawnictwo: Bukowy Las
Data wydania: 2012-06-16
Tom: 1
ISBN: 978-83-62478-60-6
Objętość: 488
Cena: 39,90

Moja ocena: 9/10 pkt.
Szufladka: Rewelacyjna!


Dwóch mężczyzn. Przyjaciół. Jedna kobieta. Atrakcyjna. I ich losy – połączone, a zarazem podzielone przez czas i minione wydarzenia. A wszystko to spowodowała dawna miłość przyjaciół do tej samej kobiety. Jednak, czy choroba, cierpienie, problemy i potrzeba pomocy przezwycięży dawne uczucia i zazdrość? Czy tak faktycznie się stało, to wie każdy, kto przeczytał „Niepamięć” Jolanty Kosowskiej – wspaniałą historię, w której uczucie przeplatają się z przykrymi wspomnieniami z dawnych lat wystawiając przyjaźń na próbę. Po jej skończeniu, a nawet już w trakcie miałam świadomość, że nie jest to książka tylko dla fanatyków powieści romantycznych.

Historia tutaj ukazana z początku wydaje się aż za bardzo szablonowa i przewidywalna. Ma się wrażenie, że każdy kolejny ruch i wydarzenie nie zaskakuje i nie ma tutaj nic godnego uwagi. Otóż nic bardziej mylnego. Gdy tylko zacznie czytać, to książka potrafi wciągnąć bez reszty. Czasami nawet na tyle, by przeczytać ją jednym tchem. Głównie, dlatego, że nie jest to gatunkowo suchy romans, z goła porównywalny i pisany na wzór wszystkich innych, a raczej tajemnicza historia, w której wszystkie wątki przeplatają się ze sobą nawzajem tworząc niesamowitą opowieść o życiu, cierpieniu i prawdziwej przyjaźni zarazem, gdzie miłość jest tylko dodatkiem.

Jak już mówiłam, książka wciąga bez reszty. W dodatku pisana jest bardzo lekkim i przyjemnym językiem, dzięki temu czyta się miło i chętnie. Autorka stawia na dość wysublimowane i odchodzące od standardów rozwiązania, a mimo to ukazane w bardzo codzienny i naturalny sposób. Według mnie to spory plus, ponieważ czytelnik może być zaskakiwany na każdym kroku, zwłaszcza, jeśli chodzi o wątek zaginionej przed laty dziewczyny, o której opowiada druga połowa powieści. Jeśli już wspomniałam to dodam, że kolejnym plusem jest podzielenie powieści na dwie części, w której całość ukazywana jest z dwóch różnych punktów widzenia. Pierwsza część jest tak jakby nie tyle dziennikiem, a wydarzeniami pisanymi z punktu widzenia Michała, druga zaś Katarzyny, które w bardzo zgrabny i przejrzysty sposób się ze sobą splatają.

Jedynym problematycznym punktem w kwestii wydania był dla mnie fakt, że nie została ona podzielona na rozdziały. Niektórzy mogą to uważać za plus, ponieważ wtedy uwidacznia się ciągłość powieści, jednak mi to odrobinę przeszkadzało, gdyż nie miałam żadnych punktów odniesienia przy czytaniu – a jeśli rozdziały są numerowane, lub chociaż tytułowane, czyta mi się o wiele sprawniej. Jest to jednak kwestia sporna dotycząca samego wydania, a nie języku, w jakim tworzy pani Jolanta. Z to okładka jest według mnie urocza. Delikatna, ale bardzo twórcza i tematycznie zgodna z treścią. Nie mówi za wiele o samej fabule, a mimo to pasuje, jak ulał. Z mojej strony mogę tylko pochwalić grafików za kawał dobrej roboty.

Powieść pani Kosowskiej bardzo przypadła mi do gustu i wiem, że jeszcze nie raz do niej powrócę. Książka nie przynudza, a wręcz przeciwnie. Gdybym miała tylko możliwość, to z wielką chęcią poznałabym dalsze losy bohaterów, którzy bądź, co bądź przypadli mi do gustu. Oczywiście każdy z nich miał swoje słabe strony, ale chyba jeszcze się nie zdarzyłobym nie umiała wybrać tego „najlepszego” – a tutaj gdybym musiała miałabym niemały dylemat. Bądź, co bądź „Niepamięć” polecam ze szczerym sercem każdemu bez względu na upodobania czytelnicze. W końcu każdy z nas od czasu do czasu lubi poczytać coś innego, odmiennego. A ta książka naprawdę taka jest – to mogę zapewnić.

Za chwile uśmiechów i łez z bohaterami "Niepamięci" dziękuję Wydawnictwu Bukowy Las!

Recenzja: "Wyklęci. Wedźma" Nancy Holder, Debbie Viguié



Tytuł: Wiedźma. Wyklęci
Autor: Debbie Viguié, Nancy Holder
Wydawnictwo: Bukowy Las
Data wydania: 2012-03-23
Wydanie: I
ISBN: 978-83-62478-17-0
Objętość: 296
Cena: 31,90 zł

Moja ocena: 8/10 pkt.
Szufladka: Godna polecenia.



Myśleliście kiedykolwiek, „co by było gdyby”?

Każdy ma czasem takie chwile, gdy ma wszystkiego dość, a świat wprost wali się i kruszy na jego oczach. Tego samego doznała nastoletnia Holly, której w wypadku w czasie spływu rwącą rzeką giną rodzice oraz najlepsza przyjaciółka. Nie mogąc dłużej żyć w rodzinnym mieście musi przenieść się do swojej ciotki w Seattle, o której dotychczas nawet nie miała pojęcia. Dziewczyna próbuje się pozbierać, jednak początkowo koszmary jej w tym nie pomagają. Jednak z czasem zapomina o bólu i doznaje coraz to nowe przygody. W końcu, kto z nas może się pochwalić, że jest właścicielem kota, który potrafi spełniać życzenia? W dodatku, jak to zwykle bywa dopada ją także miłość, choć nietypowa. Koniec końców chcąc zgłębić sekrety własnej rodziny oraz wszystkiego, co ja otacza znajduje się pośrodku świata, gdzie prawami rządzą się magia, intrygi oraz jeszcze więcej tajemnic.

Już od samego początku, gdy tylko wyszła zapowiedź bardzo chciałam po nią sięgnąć. Gdy tylko ją dostałam w swoje ręce nie mogłam powstrzymać okrzyku radości. Dlaczego? Ponieważ uwielbiam wszelakie pozycje o magii i tajemnicach. Poza tym intrygi dodają temu wszystkiemu animuszu i szczypty napięcia. Dlatego bez bólu przyznaję, że książka ta jest naprawdę wciągająca, zwłaszcza, że pochłonęłam ją w jeden wieczór. Warta tego, by się za nią zabrać, bo jest, co czytać, a przede wszystkim nie nuży, a wciąga czytelnika w ten zawiły, magiczny świat.

Od strony wydawniczej pozycja ta wręcz mnie onieśmieliła. Wspaniała okładka, opatrzona ciekawymi opisami i nieziemską grafiką. Przyznaję jednak, ze z początku miałam wrażenie, że patrzę na coś, co ma związek z powieścią pt. „Dobrani” autorstwa Ally Condie. Szybko jednak zrezygnowałam z tego porównania jeszcze przed jej przeczytaniem, zwłaszcza, gdy przeczytałam opis, oraz fragment powieści znajdujący się na skrzydełku okładki. Mimo wszystko uważam, że jest niesamowicie dopracowana i mogę ze szczerym sercem pogratulować grafikom za kawal dobrej roboty.

Autorek osobiście nie znam – a szkoda – ani o nich dotychczas nie słyszałam, dlatego ciężko jest mi się o nich wypowiedzieć. Po jednej książce ciężko jest ocenić styl i warsztat pisarski, dlatego też mam nadzieję, że jeszcze niejedną książkę ich autorstwa podchwycę w swoje ręce. Póki, co mogę jedynie powiedzieć, że książka napisana jest w bardzo przystępny sposób, dzięki czemu czyta się lekko i przyjemnie. Język nie sprawia jakichkolwiek problemów, a i opisy rożnych sytuacji nie są przeciążone i zbyt obszerne. Powiedziałabym, że napisana w sam raz dla mnie – jednakowoż się wstrzymam od takiej opinii. Dlaczego?

Dlatego, iż momentami miałam nieodparte wrażenie, że czytam coś, co już było. I nie, nie chodzi mi tutaj o konkretną fabułę, ale o ciągłe wrażenie deja vi. Chodzi mi o to, że chwilami fabuła bardzo mocno przypominała inne młodzieżowe pozycje, gdzie chodzi o walkę z przeznaczeniem, szalone miłostki oraz tym podobne. Nie mogłam się chwilami zdecydować, którą stronę obrać – dobrą czy złą, – ponieważ z jednej strony książka była naprawdę intrygująca i wciągająca, jednak z drugiej było mi przykro, że chwilami aż za bardzo opierała się na fabułach innych powieści dla młodzieży. Wytłumaczyć mogę to sobie jedynie tak, że autorki naprawdę chciały stworzyć coś nieprawdopodobnego, lecz nie sposób było odejść od standardów czytelniczych.

Mimo wszystko uważam, że „Wyklętych” naprawdę warto przeczytać, więc z mojej strony jest godna polecenia. Ja mogę tylko i wyłącznie czekać na kontynuację, która mam nadzieję wyjdzie niebawem, a Was już dziś zachęcić do zapoznania się z losami Holly, które mogą zaskoczyć i porwać niejednego z Was, jeśli tylko się odważycie po nią sięgnąć… Zainteresowani?

Za podróż w nieznane z nastoletnią Holly dziękuję niezmiernie wydawnictwu Bukowy Las!

Recenzja: "Hades" Aleksandra Adornetto


Tytuł/Cykl: "Hades"
Autor: Aleksandra Adornetto
Tom: 2
Wydawnictwo: Bukowy Las
Rok wydania: 2012-03-07


Chcielibyście stać się kiedykolwiek aniołem? A może się takim urodzić? Co by było, gdybyście mieli taką możliwość? Cieszylibyście się wiecznym życiem, czerpali z niego, co najlepsze, żyli w spokoju, a może spróbowalibyście uratować świat od przerażającej ciemności i zła, które tylko czyhają na odpowiedni moment, by zawładnąć światem? Cóż… Bethany nie miała nigdy takiego wyboru. Dlaczego? Dlatego, że…

Bethany Church jest aniołem i dlatego tez została przysłana na ziemię, aby powstrzymać panoszące się tu siły ciemności. Choć zakochanie się w chłopaku nie było częścią odgórnego planu, więź pomiędzy Xavierem a Beth jest bardzo silna. Niestety, ani to uczucie, ani opieka dwójki archaniołów, Gabriela i Ivy, nie zdołają uchronić Beth przed diabelskim podstępem, który zawiedzie ją wprost do czeluści piekielnych. Jack Thorn zażąda za jej uwolnienie zapłaty, która nie tylko zagrozi Bethany, lecz może także kosztować życie jej bliskich. Czy Bethany nie straci wiary w miłość? Czy zdoła wypełnić swoją misję? Czy niebo jej pomoże? Bohaterowie historii, którą Alexandra Adornetto rozpoczęła w świetnie przyjętym Blasku, powracają w powieści wartkiej i pełnej niespodziewanych zwrotów akcji. Anioły zmuszone będą stawić czoło demonom, a miłość wystawiona zostanie na niezwykle ciężką próbę…

Cała fabuła jest bardzo dobrze wykrojona i przedstawiona. Nie przeważają tutaj dialogi, a i opisy scen nie są makabrycznie obszerne i przynudzające. Przyznaję, że książka od tej strony jest ciekawa, chociaż muszę też nadmienić, że, mimo, iż jest ciekawa, a akcja zwarta i wciągająca to momentami nad wyraz mnie usypiała i przynudzała tak, że miałam ochotę ją zostawić i już do niej nie wracać. Taka sytuacja miała miejsce kilkakrotnie w ciągu całego czytania, ale mimo wszystko dotarłam do końca i nie żałuję. Dlaczego? A to, dlatego, że na sam koniec autorka postawiła czytelnika pod ścianą ostatnimi wydarzeniami i zakończeniem. Przez to właśnie (tak jak pewnie pozostali) czuje niedosyt (lekki, ale zawsze), aby się dowiedzieć, co będzie dalej i jak co poniektóre zdarzenia będą miały swój finał w części trzeciej.

Po raz kolejny mamy tutaj możliwość spotkać naszych wspaniałych bohaterów ze słynnego „Blasku” autorstwa młodej Aleksandry Adornetto, który trafił na prestiżową listę bestsellerów amerykańskiego dziennika „New York Times”. Młoda Aleksandra, urodzona w australijskim Melbourne, studiująca aktualnie na jednym z uniwersytetów w Stanach Zjednoczonych, nie spodziewała się, że jej książka zdobędzie taką rzesze fanów i w zaledwie tydzień po premierze zostanie tak doceniona i koniec końców wydana w dwudziestu kilku krajach na całym świecie.

Ale wracając do bohaterów… cóż przyznam, że czytając ta książkę, jakoś nie mogłam się zdobyć na to, by wybrać swojego ulubieńca – a zwykle tak robię. Każdy z nich na swój sposób potrafił mnie zaintrygować i urzec na tyle, bym nie umiała się zdecydować na wyróżnienie któregokolwiek z nich. Może wy będziecie mieli tyle szczęścia, ze wybierzecie swojego faworyta, ja jednak wolę tutaj pozostać bezstronna.

Stylistycznie nie mam się, czego uczepić. Nie zauważyłam jakiś rażących błędów, ani literówek, dzięki czemu czytało mi się łatwo przyjemnie. Językowo też wszystko jest tak, jak być powinno. Pisana językiem prostym i zrozumiałym, bez zbędnych zalawirowań i nieporozumień. Nie jest to może książka, którą będzie się przeżywać przez kilka kolejnych tygodni, ale mimo wszystko jest ciekawa i warta przeczytania.

Jeśli chodzi o okładkę, to po prostu mną zawładnęła. Jest wręcz wspaniała. Aż nie mogłam od niej oczu oderwać, jak tylko ją zobaczyłam. Naprawdę! Taka tajemnicza i skryta, a w dodatku mroczna. Ma wszystko, co mieć powinna i za to ją chwalę z czystym sercem. Idealnie pasuje do tytułu i fabuły.

Podsumowując książka ciekawa i warta uwagi. Były momenty, które wręcz się „pożerało” i nie można było się od niej oderwać, ale i tez takie, które wręcz nudziły i miało się ochotę książkę rzucić w kąt, by zbierała kurz. Gdybym miała ją wycenić to dałabym jej 7/10pkt ze względu na okładkę, bohaterów, no i może efektywny koniec, który podniósł walory i całość fabuły książki, plusując i wyrównując straty, których się dorobiła w gorszych momentach. Mimo wszystko czekam z niecierpliwością na część trzecią i liczę na zaskakujący i porywający koniec.


Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Bukowy Las, za którą szczerze dziękuję!

Recenzja: "Ognista" Sophie Jordan


Tytuł/Cykl: "Ognista"
Autor: Sophie Jordan
Tom: 1
Wydawnictwo: Bukowy Las
Rok wydania: 2011-04-20

Ukryta Prawda. Śmiertelni wrogowie. Zakazana miłość. Większość wydawanych obecnie książek powstaje na podobnej zasadzie. Można by się pokusić, że większość z nich są banalne i strasznie przypominają fabułę pozostałych. Niczym się nie wyróżniają. A jednak… Znalazłam taka, która na pierwszy rzut oka pisana jest pod ten sam scenariusz, lecz mimo wszystko otwiera czytelnikowi oczy na zupełnie nowy świat.

Dragony. Zabójczo piękne, potężne istoty mające możliwość przybierania ludzkiej powłoki. Każde silniejsze emocje, czy to strach, czy złość uwalniają na powierzchnię ich smoczą naturę…

Jacinda tęskni za wolnością i buntuje się przeciw oczekiwaniom innych. Gdy łamie najświętszą regułę swojej wspólnoty, o mało nie kończy się to tragicznie. Piękny nieznajomy daruje jej życie, mimo że poluje na takich jak ona. Jacinda jest, bowiem dragonką – potomkinią smoków, mającą zdolność do przybierania ludzkiej postaci. Zmuszona wraz z rodziną do ucieczki i zaszycia się w świecie ludzi, Jacinda usiłuje dostosować się do nowego otoczenia. Marzy o Willu, zachwycającym i jednocześnie trudno osiągalnym chłopaku. Will i jego krewni są myśliwymi, których za wszelką cenę powinna unikać. Smocza natura Jacindy powoli usycha, a jeżeli umrze, pozostanie jej tylko życie w ludzkim wcieleniu. Dragonka stara się zrobić wszystko, by temu zapobiec. Nawet, jeżeli oznacza to zbliżenie się do najgroźniejszego wroga.

Dotąd ze smoczym akcentem w książkach miałam mało do czynienia. No, może poza „Eragonem” Christophera Paoliniego.  Niegdyś uważałam, że smoki są po prostu… dziecinne, a ja już z nich wyrosłam. Nic bardziej mylnego. Gdy tylko zaczęłam czytać „Ognistą” na nowo odżyło we mnie dziecko, które nie tylko chce mieć małego smoka u siebie w domu, ale chce móc przemieniać się w prawdziwego dragona rodem z bajki i mieć własną niepowtarzalną moc. A co mnie do tego skłoniło? Oczywiście, że niepowtarzalna fabuła, która na pozór prosta i przewidywalna, w rezultacie skrywa wiele tajemnic…

A kimże jest tej smoczej opowieści? Oczywiście, że Sophie Jordan. Na pozór zwykła kobieta. Żona, matka, nauczycielka angielskiego. Kobieta, która dorastając pośród wzgórz Teksasu, wiecznie snuła fantazje o smokach, wojownikach i pięknych księżniczkach. Kobieta, która, napisała wiele bestsellerowych powieści historycznych, pod pseudonimem Sharie Kohler, publikując także romanse zawierające wątki paranormalne. Kobieta, która sprawiła, że literacki świat fantasy odnalazł nową pozycję, dzięki której każdy, niezależnie od wieku, płci, rasy czy zamiłowania może pobudzić swoją wyobraźnię i zaczął postrzegać smoki, czy dragony od zupełnie innej strony.

Czy ja już wspomniałam, sama fabuła jest dość niepowtarzalna? Otóż to. Niepowtarzalna, lecz niezachwycająca i poruszająca do głębi. Co prawda z początku wydaje się… nudna? No może nie aż tak, ale słabo wciąga czytelnika w wir czytania. Później zaczyna się wreszcie coś dziać. Jak mam być szczera, to ta pozycja była coraz lepsza z każdą kolejna stroną, bowiem dopiero przy finiszu zastanawiałam się uporczywie, co będzie dalej i jak to się wszystko zakończy. Przyznaję tez, że irytowało mnie odrobinę nastawienie kilku osób, jak na przykład matki Jacindy, która zachowuje się, jakby wolała mieć tylko jedna córkę - Tamrę, siostrę dragonki, a nie Jacindę, która nieświadomie każe matce zmagać się z wspomnieniami i przeszłością. Poza tym Tristan też zachowywał się odrobinę gburowato i wywyższająco. Chociaż w tym przypadku, koniec końców zarobił sobie na moje względy.

Językowo i stylistycznie również nie ma tutaj za wiele do zarzucenia – o ile nie liczyć faktu, że do książki wkradł się jeden czy dwa błędy (literówki). Według mnie książkę czytało mi się naprawdę łatwo i przyjemnie.

Oczywiście, jeśli tylko wyjdzie druga część, której zdążyłam podejrzeć oryginał okładki, to od razu się za nią zabiorę. „Ognista” mogę polecić fanom fantastyki i osobom, które lubią romantyczne sytuacje i skomplikowane związki. Chociaż jest ona bardziej młodzieżowa, niż no… Wiadomo =) To mimo wszystko mogę polecić ze szczerym sercem. A wyceniając ją dałabym jej 7/10 pkt w mojej kochanej skali. I teraz nie zostało nam nic innego, jak tylko czekać na kontynuację.

Recenzja: "Monster High. Upiór z sąsiedztwa." Lisi Harrison



Tytuł/Cykl: „Monster High. Upiór z sąsiedztwa.
Autor: Lisi Harrison
Tom: 2
Wydawnictwo: Bukowy Las
Rok wydania: 2011-09-07

„Monster High. Upiór z sąsiedztwa” to już drugie spotkanie z uczniami niezwykłej szkoły Merston High, w której nikt niczego nie może być pewny. Nawet Cleopatra de Nile, która dotąd niepodzielnie królowała na szkolnych korytarzach, mając poddanych zarówno wśród RAD-owców, czyli członków Ruchu Atrakcyjnie Dziwnych, jak i nudnej reszty, czyli normaliów – czuje się zagrożona.”

Od samego początku uważałam, że jeśli książka mnie zachwyci, to skuszę się i przeczytam część pierwszą, której przeczytać dotąd nie było mi dane, a jeśli nie to sobie podaruję i co najwyżej oddam książkę do biblioteki, lub na wymianę. Zawsze od początku poruszam przy kilkutomowych sagach porównanie do części pierwszej, ale jakowo, że w tym przypadku nie mam możliwości, to postanowiłam zacząć od ogółu, czyli okładki a na fabule kończąc. No ale do rzeczy…

Jeśli chodzi o okładkę, to uważam, że kolorystyka i sama okładka przyciąga wzrok. Może aż za bardzo, bo ta zieleń, czy turkus… no niech będzie – morski kolor jest zbyt ostry, by książka mogła być niezauważalna. Z jednej strony ma to swój plus, bo czytelnik chcąc nie chcąc na nią spojrzy i w jakikolwiek sposób się nią zainteresuje. Z drugiej zaś okładka daje wrażenie, jakby książka została stworzona dla dużo młodszych czytelników, jak nie dla samych  dzieci. W dodatku ta a’la „czaszka” w rogu strony do złudzenia przypomina kotka z Hello Kitty, co jest kolejnym faktem, że książka nadaje się dla młodszego pokolenia nastolatków – tego które dopiero wchodzi w nastoletnie życie… A co za tym idzie chyba nie dla mnie. Mimo wszystko postanowiłam się nie zrażać i ciągnąć przygodę z nią do końca.

Fabuła - przyznaję, jest ciekawa, jednak nie powaliła mnie na kolana. (Widocznie jestem za stara na takie rzeczy, ale wszędzie widziałam jakieś dziecinne zagrywki =P) Fabuła opowiada o tym, jak od niedawna to dwie inne dziewczyny (już nie Cleo) – Frankie Stein i Melody Carver – są na ustach wszystkich. Wspólnie z Brettem kręcą film, który ma przekonać normalsów, że potwory nie są takie straszne, jak je malują.

Czy córka faraona Cleo odzyska władzę w szkole? Czy film wypromuje dziwność na hit sezonu? A może zaczniesz się zastanawiać, czy ten chłopak z sąsiedztwa nie jest czasem upiorem? To podstawowe pytania, które autorzy podrzucają swoim czytelnikom na okładce oraz forach internetowych i portalach czytelniczych. Przyznaję, że pytania są trafne, jednak z odpowiedziami na nie tu już jest gorzej.

Cały zarys fabularny opiera się tak naprawdę na zwykłych opowiastkach, które nie każdy lubi. Co prawda wciąż tu się coś dzieje, ale nie na tyle, by to jakąś wielką i ciekawą akcją można było nazwać. Chcąc nie chcąc przebrnęłam do końca i uważam, że na początku moje nastawienie było o wiele bardziej pozytywne, niż obecnie. Przyznam, że jest jeszcze jeden plus tej powieści, który może być tutaj istotny. Chodzi mi o humorystyczne ubarwienie sytuacji, a niekiedy aż komizm. Uwielbiam poczuci humoru, ponieważ już nie jedną pozycję wyprowadziła na dobre tory i pozytywne opinie czytelników powiększając tym samym grono wielbicieli.

Jeśli chodzi o bohaterów to tutaj nie wiem, czy koniec końców się zawiodłam, czy nie. Od początku miałam wrażenie, że czegoś im brakuje, jednak wciąż nie mogę dociec, dlaczego. Nie wiem, czy to skutek tego, że nie przeczytałam części pierwszej i paru sytuacji po prostu nie rozumiałam, czy zwyczajnie nie byli oni dostatecznie wykreowani. Zarówno Franke, jak i Cleo denerwowały mnie swoimi wyczynami, na tyle irytująco, że nie mogłam tego przeboleć. Poza tym, nie wiem, czy postać Cleopatry z zasady i z zamiarem została stworzona na taką materialistkę i laleczkę, która kocha modę i zakupy oraz ma fioła na punkcie swojej urody, czy po prostu ja mam, jako jedyna taką opinię. No cóż. Widać różnie się od innych sposobem poglądu na takie rzeczy, ale widać, że przez to jestem indywidualistką.

Podsumowując książka jest ciekawa, ale nie porywająca i powalająca. Ciężko postawić tutaj opinię dobrej, czy złej książki. Poza tym każda nawet najgorsza ma jakieś plusy, a nie ma książek idealnych. Tak jest też i z tą pozycją, chociaż mimo wszystko nie skreślam jej i być może pokuszę się o pierwszy tom - a nuż mi coś rozjaśni, oraz o kolejne o ile mam nadzieję, ukażą się już niedługo. Książkę wyceniam 6/10 pkt i daję sobie jeszcze jedną szansę na przebrnięcie przez pierwszy tom licząc że okaże się fenomenem gatunku.

Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Bukowy Las, za którą szczerze dziękuję!
Miasto Recenzji © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka