Recenzja: "Dziennik pisarza 2015" - E-bookowo.pl


Tytuł: Dziennik pisarza
Autor: E-bookowo.pl
Wydawnictwo: E-bookowo.pl
Wydanie: 2014-10-01
ISBN: 404-71-9601-469-1
Objętość: 378
Cena: 43 zł
Moja ocena: 5/10 pkt.
Szufladka: Ciekawa.

„Wielu pragnęło zostać pisarzami przede wszystkim, dlatego, że mają ochotę żyć, jako pisarze. To stawianie wszystkiego na głowie. Przede wszystkim się żyje, a dopiero potem można ewentualnie ocenić, czy ma się coś do przekazania, ale decyduje o tym samo życie. Zapis jest owocem życia, nie zaś życie – owocem zapisu.”

Wydawnictwo E-bookowo wpadło na wspaniały pomysł, aby wydać własny (papierowy!) kalendarz książkowy. Ale nie taki zwykły kalendarz, bowiem miał on w sobie zawierać perełkę pisarstwa, nie tylko polskiego. Dlatego też po jakimś czasie powstał „Dziennik pisarza” na rok 2015, który to miał zostać ideałem dla każdego mola książkowego i tytułowego twórcy.

Osobiście, gdy tylko moje oczy zobaczyły zapowiedź tej wspaniałej książki na portalu Polacy Nie Gęsi i Swoich Autorów Mają, którzy są jednymi z kilku patronatów medialnych, a gdzie i ja od jakiegoś czasu działam, miałam tylko jedną myśl i jedno postanowienie – muszę go zdobyć niezależnie od ceny. Cóż, jeśli o ową „cenę” chodzi, to muszę przyznać, że do tanich kalendarzy to on nie należy. Ale czego się nie robi, dla ideału. Nawet to mnie nie odstraszyło.

Do premiery coraz bliżej, a ja stawałam się coraz to bardziej niecierpliwa, wypatrując go praktycznie w każdej możliwej księgarni, czy na stronie wydawnictwa. Być może w wielkim stopniu przyczyniła się o tego okładka, która, bądź, co bądź wygląda naprawdę imponująco. Gdybym miała możliwość, coś w niej zmienić, to zapewne i tak zostawiłabym ją tak, jaka jest obecnie. Oczywiście wiem, że nie ocenia się książki po okładce, niezależnie od tego, jaka by ona nie była, ale tak porwała mnie całkowicie. Ta grafika, no i te barwy! Nic dodać, nic ująć. I w dodatku w twardej oprawie prezentuje się niemal wytwornie.

Dlatego też nie uwierzycie, jakim zdziwieniem dla mnie był fakt, iż w środku już tak kolorowo nie jest. I nie mam tutaj na myśli kolorowych stron, a wszystko inne. Śnieżnobiałe strony z minimum tekstu (i to w dodatku minimalistyczna czcionką) przerosło moje wszelkie oczekiwania – i niekoniecznie w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Zanim „Dziennik pisarza” trafił w moje ręce, naczytałam się wielu zapowiedzi na temat tego, co znajdziemy w środku. Może też to był błąd, bowiem głównie przez to się przeliczyłam i niemiło zaskoczyłam. Miały być cytaty znanych autorów – fakt cytaty były. Minimalnym druczkiem na końcu strony, prawie, że niewidoczne na pierwszy rzut oka. Miały być opinie o książkach – i tu się pytam – gdzie one są? Przejrzałam kalendarz niemalże strona po stronie i jakichkolwiek sensownych opinii nie znalazłam. Zamiast tego masę pustych linijek tekstu na każdej stronie.

Według mnie ten „kalendarz” wcale kalendarza nie przypomina. To, że ktoś wstawi cyfrę i dzień tygodnia w górnym roku, to nie robi z książki kalendarza. Osobiście bardzo się zawiodłam na tym wydaniu. Być może w przyszłym roku będzie lepiej, ale póki, co brakuje mi tutaj prawie wszystkiego. Jakiś opinii, ciekawych recenzji, zapowiedzi na rok 2015, istotnych dat niekoniecznie dla nas, ale dotyczących pisarzy, jak np. ich urodziny, lub ważne czytelnicze święta – to by było coś. Naprawdę dodanie do tego czegokolwiek sprawiłoby o wiele lepsze wrażenie. W dodatku zastąpienie tego białego tła i pustych linijek, jakim tłem, chociażby szkicem w tle książki ociepliłoby jego wizerunek w znacznym stopniu.

Póki, co mogę przyznać jedno – może to nie jest kalendarz, na który liczyłam, ale być może, jako dziennik sprawdzi się o wiele lepiej. Dużo – a raczej masa – wolnego miejsca czeka tylko, aby ja zapełnić – w moim przypadku moimi własnymi opiniami o książkach, które osobiście przeczytam z najbliższym roku, ewentualnie cytatami, które wpłynęły na mnie i na moje życie. Poza tym nie pozostaje mi nic innego, jak liczyć na to, iż w przyszłym roku całość okaże się o wiele lepsza – zwłaszcza za taką, a nie inną cenę. Bo jak już mówiłam wcześniej – nie tylko okładka się liczy, a wnętrze – nie ważne czy chodzi tu o książkę czy kalendarz, bądź zwykły dziennik.

Za egzemplarz dziękuję portalowi Sztukater.pl

Recenzja: "Nigdy nie gasną" - Alexandra Bracken


Tytuł: Nigdy nie gasną
Autor: Alexandra Bracken
Wydawnictwo: Otwarte
Wydanie: 2014-08-11
ISBN: 978-83-7515-313-2
Objętość: 456
Cena: 36,90 zł

Moja ocena: 10/10 pkt.
Szufladka: Wspaniała!

"Nie masz wpływu na działania innych bez względu na to, czy są dobre, czy złe. Każdy dokonuje własnych wyborów, by przetrwać."

"Nigdy nie gasną" to kontynuacja wspaniałej powieści "Mroczne umysły" napisanej przez fenomenalną (przynajmniej moim zdaniem) autorkę - Alexandrę Bracken. Obie te książki opowiadają historię Ruby - zwaną też, jako Liderka, która musi się zmierzyć z tajemniczą chorobą OMNI. Jeśli chodzi o moje spostrzeżenia dotyczące pierwszego tomu, to możecie o nich poczytać >>tutaj<<. Natomiast wszystko co się tyczy kontynuacji, to mam zamiar dzisiaj na ten temat Wam trochę popsioczyć.

Na początku muszę przyznać, że bardzo spodobał mi się pomysł z połączeniem tytułów poszczególnych części w taki sposób, aby powstało jedno zdanie idealnie odnoszące się do treści książki. Jest to dość niespotykany zabieg, przez co zyskał on jeszcze większe uznanie z mojej strony. Co prawda to dość ryzykowne, ale w tym wypadku jak najbardziej udane.

Kolejny wielki plus należy się w tym wypadku Wydawnictwu Otwarte za (nie bójmy się tego słowa) boską okładkę. Po pierwsze idealnie współgra z poprzednią częścią, a po drugie kolorystyka powaliła mnie na kolana. Nie wierzyłam, dopóki nie zobaczyłam, że użycie zaledwie dwóch odcieni może spowodować tak fantastyczny efekt. Muszę przyznać, że w tym wypadku okładka "Nigdy nie gasną" o wiele bardziej mi się podoba, aniżeli ta z "Mrocznych umysłów" - a przecież tak niewiele się od siebie różnią.

Ale zostawmy już te okładki i tytuły - bo przecież nie o to w lekturze chodzi. Liczy się przede wszystkim treść - a tutaj z mojej strony zachwytów nie było końca po skończeniu czytania. Zwłaszcza, ze gdy zaczynałam przygodę z "Mrocznymi umysłami" to naprawdę nie wierzyłam w to, że mi przypadną do gustu. Natomiast obecnie nie mogę się doczekać, gdy na naszym rynku wydawniczym ukaże się ostatnia, finałowa już część losów Ruby i jej przyjaciół.

Gdyby kazano mi wymieniać wszelkie możliwe wady tejże książki, to faktycznie miałabym niezły orzech do zgryzienia. Głównie dlatego, że po przeczytaniu całości nie mogłam się skupić na niczym innym, jak tylko na wspominaniu tej niesamowicie wartkiej akcji, która ma miejsce w "Nigdy nie gasną".

Do tej pory uważałam, że w przypadku praktycznie każdej serii każdy kolejny tom jest gorszy od poprzedniego. W tym wypadku tak nie jest. Akcja nakręca akcję. Cały czas coś się dzieje - czytelnik praktycznie nie ma chwili wytchnienia. Tutaj fabuła jest skrojona na miarę jednego z najlepszych bestsellerów.

To samo się tyczy bohaterów -  im dalej w las tym bardziej ciekawsi i bliżsi się stają. Wierzcie lub nie, ale takiego typu książki da się pochłonąć dosłownie w jeden dzień. Osobiście ani trochę nie żałuję czasu spędzonego nad lekturą - co więcej- wprost nie mogę doczekać się kontynuacji. Dlatego też nie pozostaje mi nic innego, jak tylko zachęcić Was do lektury, która (mogę to obiecać) będzie wspaniałym przeżyciem dla każdego.
Miasto Recenzji © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka